piątek, 2 maja 2014

Leczenie jodem promieniotwórczym - cz. 2

Leczenie izotopem jodu w praktyce.
Jodowanie polega na doustnym podaniu pacjentowi promieniotwórczego izotopu jodu. Radiofarmaceutyk, ze względu na rozpad promieniotwórczy, musi zostać zaaplikowany choremu w ściśle określonym czasie (niewykorzystany w tym czasie zmarnuje się), a ponieważ dawka przygotowywana jest dla konkretnego pacjenta, istotnym jest aby pacjent stawił się na leczenie w umówionym terminie (lub z wyprzedzeniem poinformował o braku takiej możliwości). W niektórych ośrodkach dodatkowo wymagane jest by na miesiąc przed planowanym rozpoczęciem terapii potwierdzić telefoniczne, iż zgłosi się w wyznaczonym terminie na leczenie; w przeciwnym wypadku pacjent  zostaje wykreślony z listy osób mających zostać poddanych leczeniu w tym terminie.
Terapia izotopowa przeprowadzana jest w oparciu o pewne zasady ogólne, jednak w zależności od ośrodka, jej przebieg może się różnić w szczegółach. Dlatego, aby uniknąć nieprzewidzianych sytuacji, należy w konkretnym ośrodku, który będzie przeprowadzał leczenie, uzyskać komplet informacji na temat przebiegu leczenia: co należy zabrać ze sobą, ile orientacyjnie będzie trwać pobyt w szpitalu, czy w dniu zgłoszenia na leczenie zostanie się od razu przyjętym do szpitala, czy też część procedur (np. badanie jodochwytności) będzie przeprowadzana w trybie ambulatoryjnym.
W wyznaczonym terminie należy stawić się w szpitalu (zazwyczaj na izbie przyjęć), skąd jest się kierowanym na odpowiedni oddział. Na wstępie wykonywane są badania krwi, a w przypadku kobiet również test ciążowy. W dalszej kolejności, jeżeli zachodzi taka potrzeba, są przeprowadzane badania dodatkowe. Osoby, które nie miały zaleconej minimum miesięcznej przerwy w przyjmowaniu L-tyroksyny, zanim otrzymają jod radioaktywny, przez dwa kolejne dni mają podawaną a-tyreotropinę w zastrzyku domięśniowym. Kolejnym etapem jest zaaplikowanie pacjentowi niewielkiej dawki jodu celem zbadania jodochwytności. Gdy wszystkie badania i procedury przygotowujące zostaną przeprowadzone, pacjent zostaje umieszczony  na Oddziale Terapii Izotopowej, który jest oddziałem zamkniętym. Od tej reguły nie ma wyjątku, terapia izotopowa zawsze przeprowadzana jest na oddziale zamkniętym. Przechodząc na oddział zamknięty pacjent zabiera ze sobą w torbie foliowej (reklamówce) tylko niezbędne rzeczy. Pozostałe deponuje w szatni, pamiętając o tym, iż wszystko co będzie miał przy sobie w trakcie pobytu na Oddziale Terapii Izotopowej, musi pozostawić do utylizacji opuszczając ten oddział. Postępowanie takie wynika z faktu, iż każda rzecz wniesiona na Oddział Terapii Izotopowej, może ulec skażeniu, a tym samym w pełni bezpieczne jej użytkowanie będzie możliwe dopiero po całkowitym rozpadzie izotopu, co może trwać nawet kilka miesięcy.
Jod podawany jest doustnie, pod postacią kapsułki. Radiofarmaceutyk przyjmuje się na czczo, a po połknięciu go nie można jeść jeszcze przez 3 godziny. Po przyjęciu leczniczej dawki jodu-131 pacjent zostaje zamknięty w izolatce, której nie może opuszczać aż do dnia wypisu. Drzwi izolatki muszą pozostawać zamknięte, a pacjent komunikuje się z personelem oddziału za pomocą interkomu (bezpośredni kontakt jest ograniczony do niezbędnego minimum). Izolatka to zazwyczaj jedno lub dwuosobowy pokój z łazienką. Ale uwaga! W większości ośrodków codziennie korzystać można tylko z umywalki natomiast prysznic jest uruchamiany dopiero w ostatnim dniu pobytu, aby pacjent mógł się dokładnie umyć przed scyntygrafią. Kąpiel przed tym badaniem powinna być przeprowadzona jak najdokładniej, aby zmyć z ciała i włosów substancję radioaktywną, która przedostała się tam wraz z potem, gdyż jej ewentualna obecność będzie miała negatywny wpływ na wynik scyntygrafii (może dać wynik fałszywie dodatni). Po kąpieli należy założyć czyste ubranie oraz pilnować aby nie położyć się już do łóżka.
W trakcie pobytu w izolatce każdy pacjent ma mierzony poziom promieniowania radioaktywnego, a opuścić ją może w dniu, w którym promieniowanie spadnie do odpowiedniego poziomu (będzie wynosiło nie więcej niż 20 μSv), co zwykle następuje w 3-4 dniu od podania dawki leczniczej jodu-131.
Do karty informacyjnej z pobytu w szpitalu (tzw. wypisu) pacjent otrzymuje kartę zaleceń, informującą jak powinien postępować po leczeniu jodem radioaktywnym. Szczegółowe wytyczne (np. czas separacji od małych dzieci i kobiet w ciąży) są dostosowywane dla każdego pacjenta indywidualnie i uzależnione od dawki jodu leczniczego jaką przyjął oraz od poziomu promieniowania jaki pacjent miał w dniu wypisu.

Co zabrać ze sobą do izolatki:
- okulary (jeśli pacjent ich używa )
- glukometr (jeśli pacjent choruje na cukrzycę i musi kontrolować sobie poziom glukozy)
- wodę mineralną, napoje (oraz herbatę, kawę, cukier itp. jeżeli w izolatce dostępny jest czajnik)
-kwaśne cukierki do ssania, landrynki, guma do żucia, cytryna (aby pobudzać ślinianki do pracy, a tym samym zmniejszyć ryzyko wystąpienia ich obrzęku)
- żywność (jeżeli pacjent przewiduje, iż ta oferowana w szpitalu nie będzie mu wystarczać)
- środki higieny osobistej (w ograniczonych ilościach, ponieważ niewykorzystane muszą zostać wyrzucone w momencie opuszczania izolatki; praktycznym rozwiązaniem jest zabranie szamponu i mydła w tzw. jednorazówkach)
- chusteczki nawilżane (pomagają się odświeżyć w przypadku ograniczonego dostępu do prysznica)
- 2 ręczniki (jeden do używania na co dzień, drugi do wytarcia ciała po kąpieli przed scyntygrafią)
- kapcie (klapki)
- bielizna osobista
- piżama
- w zależności od pory roku można zabrać dodatkowo stary dres lub spodenki i koszulę
- telefon komórkowy (pod warunkiem zapakowania go w szczelny woreczek foliowy, który zapobiegnie przedostaniu się jodu-131 wraz z potem do obudowy, a tym samym jego skażeniu na dłuższy czas)
Generalnie rzeczy, które zabiera się do izolatki należy brać w jak najmniejszej ilości i niekoniecznie najwyższej jakości, gdyż w momencie opuszczania izolatki wszystkie będą musiały zostać wyrzucone do przeznaczonych do tego celu pojemników, skąd trafią do utylizacji (nie dotyczy to okularów, glukometru i zabezpieczonego telefonu komórkowego, które można ze sobą zabrać z powrotem do domu). Są ośrodki, w których w trakcie przebywania w izolatce można również mieć przy sobie (i później zabrać do domu) inne przedmioty np. książki, laptop, a jedynie ubrania z których się korzystało trzeba wyrzucić, jednak mając na uwadze ochronę radiologiczną warto się, moim zdaniem, zmobilizować i wytrzymać te kilka dni z dostępem do świata ograniczonym do telefonu komórkowego (względnie tableta) zabezpieczonego woreczkiem foliowym.

Skutki uboczne mogące wystąpić po zażyciu radiojodu.
Lecznicza dawka jodu promieniotwórczego u części pacjentów może powodować powikłania, które z reguły mają przemijający, niegroźny charakter. Najczęściej występującym powikłaniem jest popromienne zapalenie ślinianek, które objawia się ich bólem oraz powiększeniem (objawy przypominają świnkę). W bardzo rzadkich przypadkach zapalenie ślinianek może prowadzić do trwałego ich uszkodzenia (zwłóknienia) i wynikającej z tego suchości jamy ustnej. Aby zminimalizować ryzyko powstania zapalenia ślinianek sugeruje się pacjentom ssanie kwaśnych cukierków, żucie gumy i picie wody z cytryną. Takie działania pobudzają ślinianki do pracy i chronią je przed nadmiernym gromadzeniem się w nich jodu promieniotwórczego.
Niektórzy pacjenci po podaniu jodu 131 odczuwają:
- posmak metalu w ustach
- mdłości
- brak łaknienia
- ból żołądka
- ból głowy
- ciepło w szyi lub całym ciele (pacjenci mówią o tym odczuciu: "tak jakby ciało było podgrzewane od środka")
Mogą też pojawić się:
- obrzęk szyi
- zmiany w składzie morfologicznym krwi
- zapalenie błony śluzowej żołądka (gastritis)
- przejściowa utrata smaku
Wszystkie objawy powodujące niepokój, pacjent powinien natychmiast zgłaszać personelowi medycznemu, aby mogły zostać podjęte działania mające na celu złagodzenie dolegliwości. Szybka reakcja na pojawiające się problemy nie tylko zwiększa komfort leczenia lecz również pomaga zapobiegać powstawaniu powikłań odległych.

Informacje o zagrożeniach związanych z terapią izotopową oraz zalecania postępowania po zakończeniu terapii.

Podany jod radioaktywny gromadzi się w ciele pacjenta i dlatego przez pewien czas pacjent pozostaje źródłem promieniowania jonizującego. Jod (zarówno naturalny, jak i promieniotwórczy) gromadzi się w tarczycy, gdzie przebywa pewien czas, podlegając normalnym procesom biochemicznym. W przypadku jodu radioaktywnego eliminacja biochemiczna nakłada się z eliminacją fizyczną, spowodowaną rozpadem promieniotwórczym jodu-131 (czas połowicznego zaniku jodu-131 wynosi 8,02 dnia), w wyniku czego  tak zwany efektywny czas połowicznego zaniku jodu-131 w tarczycy jest krótszy, niż 8 dni i waha się w granicach 4-7 dni. Średni zasięg promieniowania β jodu-131 w tkankach człowieka wynosi około 0,5 mm (max. 2 mm). Oznacza to, że gromadzące jod fragmenty gruczołu tarczowego oraz przerzuty raka tarczycy, otrzymują bardzo wysoką dawkę promieniowania, podczas gdy tkanki oddalone od nich na odległość 0,5-2 mm nie zostaną przez cząstki β napromienione w ogóle. Jądro atomu jodu-131 wysyła również (na odległość paru metrów) kwanty promieniowania γ w wyniku czego narządy położone daleko od tarczycy, jak również osoby przebywające przez dłuższy czas w niewielkiej odległości od pacjenta, otrzymują niewielką dawkę tego promieniowania. Dawka ta jest bardzo mała (dziesiątki - setki tysięcy razy mniejsza) w porównaniu z dawką osiągniętą w tkance docelowej (tarczycy, przerzutach raka) i  nie ma większego wpływu na zdrowie  kontaktujących się z pacjentem osób dorosłych, trzeba jednak pamiętać, że nawet niewielkie promieniowanie może być szkodliwe dla kobiet w ciąży i małych dzieci. Dlatego bezpośrednio po zakończeniu leczenia jodem radioaktywnym należy przestrzegać zaleceń mających na celu ograniczenie ryzyka napromieniowania domowników i osób stykających się z chorym.
UWAGA! Warto pamiętać, iż promieniowanie γ jodu-131, spełnia również pozytywną rolę. To właśnie dzięki niemu możliwe jest wykonanie scyntygrafii, czyli badania obrazującego obszary gromadzenia się jodu w ciele pacjenta i lokalizacja ewentualnych przerzutów.

Ogólne zasady postępowania po leczeniu izotopem jodu.
1. Należy unikać kontaktów z osobami do lat 18 i kobietami w ciąży przez czas określony w karcie informacyjnej (na ogół 2-3 tyg. po leczeniu). Szczególnie wrażliwe na promieniowanie są dzieci do lat 10 i kobiety w ciąży (a tak właściwe maleństwa rozwijające się pod ich sercem). Nie jest natomiast konieczne unikanie kontaktu z osobami dorosłymi, należy jednak starać się zachowywać od nich odległość minimum dwóch metrów  pamiętając, że działanie promieniowania jonizującego maleje „do kwadratu” z odległością, tzn. odległość 2 razy większa to dawka promieniowania 4 razy mniejsza, odległość 4 razy większa to 16 razy mniejsza dawka. Zaleca się też spać w innym pomieszczeniu niż pozostali domownicy. Jeżeli chory zamieszkuje w budynku wielorodzinnym, powinien pamiętać, iż zachowanie odstępu od innych osób dotyczy także mieszkańców innego mieszkania - sąsiadów przez ścianę, zwłaszcza dzieci.
Osoby, które kontaktują się z chorym nie przenoszą promieniowania na inne osoby (pod warunkiem, że nie będą miały kontaktu z wydzielinami pacjenta).
Unikanie kontaktów z dziećmi i kobietami w ciąży oznacza stałe przebywanie w oddzielnym pomieszczeniu, przy czym dopuszczalny jest krótkotrwały (kilkuminutowy kontakt) jednak na odległość nie mniejszą niż 1 metr; NIEDOPUSZCZALNYM jest trzymanie dzieci na kolanach, ani ich przytulanie! :-( Przykładem sytuacji, której należy unikać nawet przez okres  2 – 3 miesięcy jest czytanie bajek dziecku siedzącemu na kolanach  albo spanie z małym dzieckiem w jednym łóżku, tj. sytuacji  w których ciało dziecka kontaktuje się przez długi okres czasu z szyją osoby po jodowaniu.
2. W okresie objętym kwarantanną osoba po terapii radioizotopowej powinna przebywać głównie w domu; nie może mieszkać w hotelu, internacie itp. Pomieszczenie w którym przebywa nie zostaje przez nią napromieniowane, o ile nie dojdzie do trwałych zabrudzeń wydzielinami pacjenta - wszystkie wydzieliny ciała: łzy, pot, mocz, kał, ślina, sperma, katar, mogą zawierać izotop promieniotwórczy. W przypadku nietrzymania moczu należy podłożyć, na czas odpoczynku nocnego, pod prześcieradło nienasiąkliwy materiał (folię, ceratę). Jeżeli dojdzie do zabrudzenia, zanieczyszczone miejsce należy dokładnie umyć i spłukać. Należy też szybko pozbywać się ewentualnie używanych chusteczek do nosa.
3. Pacjent może wychodzić na spacery, zakupy itp. pamiętając o unikaniu bliskiego kontaktu z małymi dziećmi i kobietami w ciąży. Równocześnie zaleca się ograniczyć kontakty towarzyskie i unikać długiego przebywania w miejscach publicznych  takich jak: kino, teatr, kościół. Jeśli w miejscu pracy leczony musi przebywać dłuższy czas z tymi samymi osobami w bezpośredniej bliskości, wskazane jest udzielenie leczonemu zwolnienia z pracy zawodowej ( zazwyczaj na okres 2 tygodni).
4. Jeżeli jest to konieczne, pacjent może przygotowywać dla innych osób posiłki pod warunkiem wcześniejszego, dokładnego umycia rąk. Zaleca się jednak unikać przygotowywania jedzenia dla innych osób w pierwszym tygodniu po powrocie do domu.
5. Zaleca się również:
- pić dużo wody
- często myć ręce (używać mydła z dozownikiem, nie kostki)
- codziennie brać prysznic całego ciała (razem z myciem włosów)
- po wszystkich zabiegach higieny osobistej dokładne myć po sobie urządzenia sanitarne i spłukiwać je dużą ilością wody (nie zaleca się jednak mycia sanitariatów szmatą/gąbką/szczotką, gdyż izotop jodu znajdujący się w wydzielinach pacjenta może pozostać na tych przedmiotach)
- przestrzegać zasady używania własnych przedmiotów użytku osobistego (kubek do mycia zębów, ręczniki itp.)
- używać osobnego zestawu sztućców i naczyń oraz myć je oddzielnie od naczyń innych osób
- ubrania, bieliznę, ręczniki oraz pościel prać oddzielnie, płucząc w dużej ilości wody (rzeczy używane należy  przechowywać w oddzielnym pojemniku, a pranie wykonywać często)
6. Przez 12 miesięcy po leczeniu jodem promieniotwórczym wskazana jest skuteczna antykoncepcja; zabezpieczenie dotyczy obu płci.
7. W przypadku konieczności hospitalizacji w okresie kwarantanny pacjent jest w obowiązku poinformować lekarza o przebytym leczeniu radioizotopowym .

Przy stosowaniu się do powyższych zasad, leczenie raka tarczycy jodem radioaktywnym jest bezpieczne dla chorego i otoczenia!

Bibliografia kliknij TUTAJ

środa, 12 lutego 2014

Blizny pooperacyjne - doniesienia naukowe.

Poniżej prezentuję tekst dotyczący skuteczności żelu silikonowego w zapobieganiu tworzeniu się blizn pooperacyjnych.

"Praca opublikowana w Dermatology and Therapy dostarcza kolejnych dowodów na skuteczność żelów silikonowych w zapobieganiu powstawaniu blizn.
Powstawanie blizn jest naturalnym etapem gojenia się ran i uszkodzeń skóry spowodowanych przez oparzenia, urazy czy operacje. Często niestety ich pojawienie się prowadzi do poważnych problemów psychologicznych a czasem także socjalnych. Żele silikonowe coraz częściej są stosowane jako standardowa metoda radzenia sobie z bliznami. Badanie, którego wyniki opublikowano w Dermatology and Therapy zajmowało się określeniem ich skuteczności i bezpieczeństwa w zapobieganiu powstawaniu blizn pooperacyjnych.
W tym celu przeprowadzono prospektywną próbę, w której uczestniczyło 36 pacjentów. Zakwalifikowani pacjenci przeszli operacje w okresie 10 dni-3 tygodni poprzedzających badanie i mieli świeże blizny. Poproszono ich, aby aplikowali na nie żel silikonowy 2 razy dziennie przez 3 miesiące. Oceniono przy tym stopień pigmentacji, unaczynienie, elastyczność i wysokość blizny oraz swędzenie. Blizny fotografowano na początku badania i w trakcie wizyt kontrolnych.
Stopień pigmentacji na początku oceniono jako 3 u 91% pacjentów, a po 2 miesiącach u 40% osób kolor wrócił do normalnego(0). Po 3 miesiącach zdecydowanej poprawie uległo także unaczynienie oraz elastyczność blizn. Na początku badania tylko 2 pacjentów zgłaszało bolesność i świąd w miejscu blizn, jeden z nich stwierdził poprawę po terapii z żelem silikonowym. Swędzenie wystąpiło natomiast jako działanie niepożądane u 2 pacjentów.
Wyniki badania sugerują, że żele silikonowe są bezpieczne i skuteczne w profilaktyce powstawania blizn hipertroficznych i keloidowych. Przydatne byłyby jednak kolejne większe i kontrolowane próby."


sobota, 4 stycznia 2014

Leczenie jodem promieniotwórczym - cz. 1

Leczenie jodem promieniotwórczym (jodem 131) jest wskazane tylko u chorych na zróżnicowane raki tarczycy (ZRT); nie ma wskazań do stosowania takiego leczenia w przypadku raka rdzeniastego oraz anaplastycznego. I chociaż terapia ta stosowana jest bardzo często w leczeniu ZRT, nie oznacza to wcale, iż u każdej osoby chorej na zróżnicowanego raka tarczycy musi być wprowadzona. To lekarz, na podstawie rozpoznania i wyników badań, decyduje czy w konkretnym przypadku celowe jest zastosowanie leczenia jodem 131, a jeżeli tak, to w jakim zakresie ma zostać ono przeprowadzone. 

Celem leczenia jodem radioaktywnym jest:
- ablacja tarczycy, czyli zniszczenie resztek tarczycy, które w niewielkich ilościach, często pozostają po leczeniu chirurgicznym.
- zniszczenie mikroognisk raka, które mogą się znajdować w loży tarczycy i lokalnych węzłach chłonnych.
- zniszczenie ewentualnych przerzutów odległych.

Wyróżnia się trzy rodzaje leczenia jodem 131 (I-131):
1. Leczenie uzupełniające, które przeprowadza się u pacjentów po operacji całkowitego wycięcia tarczycy, u których po przeprowadzonym leczeniu chirurgicznym nie stwierdza się cech choroby nowotworowej. Celem tego leczenia jest zniszczenie resztkowych komórek tarczycy (pozostałych po leczeniu operacyjnym) oraz sterylizacja ewentualnych mikroognisk  raka, których nie stwierdza się, wykonując  inne badania.
W tym miejscu stawiam pytanie, które rodzi się w głowach wielu pacjentów:
Po co niszczyć resztki tarczycy? Czy to nie jest raczej efekt uboczny radiojodu?
I od razu odpowiadam: ablacja resztkowych komórek tarczycy jest jak najbardziej celowa. Efektem tej terapii jest umożliwienie dokładnego monitorowania dalszego przebiegu choroby za pomocą oznaczania tyreoglobiny (białka produkowanego zarówno przez zdrowe jak i nowotworowe komórki tarczycy), a także zwiększenie czułości badania scyntygraficznego przy użyciu I-131 (po ablacji może się ujawnić jodochwytność przerzutów odległych, które na ogół słabiej gromadzą jod niż prawidłowe komórki tarczycy).
Leczenie jodem radioaktywnym może także stanowić uzupełnienie operacji niecałkowitego wycięcia tarczycy w przypadku gdy istnieją przeciwwskazania do wtórnego całkowitego wycięcia tarczycy lub pacjent nie wyraża na nie zgody.
2. Leczenie radykalne, które przeprowadzane jest u chorych z obecnymi przerzutami odległymi, gromadzącymi jod w wystarczającym stopniu, aby dawka pochłoniętej energii jonizującej miała działanie sterylizujące (niszczące przerzuty); ma to miejsce w przypadku gdy żaden z przerzutów nie przekracza 1 cm średnicy i wszystkie są jodochwytne.
3. Leczenie paliatywne, stosowane u pacjentów, u których stwierdzony jest nieoperacyjny guz pierwotny, nieoperacyjna wznowa miejscowa lub obecność przerzutów odległych gromadzących jod w stopniu niewystarczającym, aby dawka pochłoniętej energii miała działanie sterylizujące. Celem takiego leczenia jest zmniejszenie objętości guza i spowolnienie rozwoju nowotworu oraz złagodzenie objawów choroby (duszności, bólu).

Optymalny czas do przeprowadzenia leczenia jodem promieniotwórczym, zgodnie z Rekomendacjami Polskiej Grupy do spraw Nowotworów Endokrynnych, to 4 tygodnie po zakończonym leczeniu operacyjnym. Wtedy zazwyczaj rana jest już zagojona, ustąpił obrzęk pooperacyjny, obniżyło się stężenie tyreoglobiny oraz ustąpiły bezpośrednie i przejściowe powikłania pooperacyjne. Niemniej terapia przeprowadzona do 3 miesięcy po zabiegu chirurgicznym jest uznawana za leczenie szybkie, a dopiero jeżeli okres ten przekracza rok od operacji mówi się, iż jest to leczenie opóźnione. Jeżeli po roku od leczenia operacyjnego chory nadal pozostaje w remisji (mimo, że nie był poddany terapii jodem 131 po zabiegu chirurgicznym) wskazania do przeprowadzenia leczenia uzupełniającego stają się wątpliwe.

Bezwzględnym przeciwwskazaniem do leczenia radiojodem jest:
1. Ciąża - u pacjentek płodnych należy ją wykluczyć wykonując test ciążowy. Przeprowadzenie leczenia z użyciem jodu 131 u kobiety ciężarnej (np. nieświadomej tego faktu) nie jest wskazaniem do przerwania ciąży.
2. Karmienie piersią - odstęp między zakończeniem karmienia piersią, a leczeniem izotopowym powinien wynosić nie mniej niż 3 tygodnie.

Przygotowanie do leczenia izotopem jodu.
Aby terapia była w ogóle możliwa, komórki rakowe oraz ewentualnie pozostałe po operacji chirurgicznej fragmenty tarczycy, muszą być "głodne" jodu. Stan taki uzyskuje się na dwa sposoby; o tym, który w przypadku konkretnego pacjenta będzie zastosowany decyduje lekarz.
Pierwszy sposób (preferowany przy leczeniu uzupełniającym) polega na wstrzyknięciu pacjentowi domięśniowo a-tyreotropiny w dwa kolejne dni poprzedzające podanie jodu promieniotwórczego. Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest fakt, iż pacjent nie musi przed jodoterapią przerywać stosowanego leczenia L-tyroksyną (niektóre ośrodki zalecają odstawienie hormonu na 4 dni przed hospitalizacją) i w związku z tym nie jest narażony na wystąpienie objawów niedoczynności tarczycy. Ponadto zastosowanie rekombinowanego TSH (a-tyreotropiny) zmniejsza ekspozycję tkanek zdrowych na promieniowanie jonizujące.
Drugim rozwiązaniem (rutynowo stosowanym w przypadku leczenia przerzutów) jest zastosowanie 4-6 tygodniowej przerwy w stosowaniu tyroksyny. W czasie pierwszych
2-4 tygodni pacjent przeważnie otrzymuje trijodotyroninę, która ma krótszy okres półtrwania w organizmie niż tetrajodotyronina (tyroksyna). Przez ostatnie dwa tygodnie przed jodowaniem pacjent musi odstawić wszystkie hormony tarczycy. Odstawienie hormonu może powodować złe samopoczucie pacjenta (mogą się pojawić objawy typowe dla niedoczynności tarczycy), choć nie jest to regułą. 
Warunkiem dopuszczenia do leczenia jodem 131 jest osiągniecie stężenia TSH w krwi pacjenta na poziomie co najmniej 20-30 jm./l.
Na dzień dzisiejszy brak jest danych, które pozwalałyby ocenić, czy przy obecnym stanie podaży jodu w Polsce niezbędnym jest stosowanie diety nisko jodowej przez pacjenta przed przystąpieniem do leczenia I-131. Jednak mając na uwadze fakt, że w następstwie krótkotrwałego niedoboru jodu w organizmie zwiększa się zdolność komórek (zarówno zdrowych jak i nowotworowych) tarczycy do gromadzenia jodu radioaktywnego, warto na 2 tygodnie przed terapią ograniczyć jod w diecie (należy unikać m.in.: owoców morza, soli jodowanej, kapusty kiszonej...), a także nie stosować leków oraz kosmetyków zawierających jod.

Bibliografia kliknij TUTAJ

sobota, 21 grudnia 2013

Co zabrać do szpitala, czyli szpitalny survival.

Jak już wcześniej pisałem, podstawowym sposobem pozbywania się raka tarczycy jest zabieg chirurgiczny.

W zależności od typu i zaawansowania nowotworu zabieg może być mniej lub bardziej rozległy, jednak tak czy inaczej osoba chora zmuszona jest do spędzenia kilku (kilkunastu) dni w szpitalu. W związku z tym może pojawić się pytanie: Co ze sobą zabrać do szpitala? 
Poniżej odpowiadam na to pytanie i dodatkowo zamieszczam swoje przemyślenia na temat postawy jaką, moim zdaniem, warto przyjąć wobec faktu przebywania w szpitalnej gościnie.

Do szpitala koniecznie zabieramy:
1. dowód osobisty
2. leki, które przyjmujemy na stałe - np. na ciśnienie, cukrzycę, tarczycę itp.
3. aktualną dokumentację medyczną
4. termometr elektroniczny - w niektórych szpitalach jest na wyposażeniu, ale nie we wszystkich
5. łyżkę, widelec, nóż - zupełnie o nich zapomniałem jak pierwszy raz szedłem do szpitala
6. kubek do picia - niektórzy preferują termokubek
7. ściereczkę kuchenną - można nią np. owijać sztućce
8. ręcznik papierowy 
9. papier toaletowy
10. chusteczki nawilżane do mycia ciała i twarzy - zaraz po zabiegu trudno myć się w łazience, a odświeżenie przy pomocy chusteczek może zdecydowanie poprawić samopoczucie. UWAGA! Przed zastosowaniem w szpitalu należy sprawdzić w domowym zaciszu czy nie jest się uczulonym na takie chusteczki!
11. pantofle i klapki pod prysznic - podczas swojego pierwszego pobytu w szpitalu nie miałem klapek i bardzo tego żałowałem
12. bieliznę, skarpetki, szlafrok, piżamę - koniecznie z górą rozpinaną, a nie wciąganą przez głowę bo jak po operacji człowiek się budzi ze świeżymi "cięciami" i podpiętymi drenami, to ubranie koszuli okazuje się być czynnością dość skomplikowaną
13. ciepłą bluzę rozpinaną, bezrękawnik - przydają się w zimniejszych miesiącach bo w szpitalu niby ogólnie gorąco, ale na korytarzach bywa zimno
14. ładowarkę do telefonu komórkowego - oczywiście przy założeniu, że zabieramy telefon komórkowy, tu uwaga: telefon komórkowy jest bardzo przydatny ale proszę pamiętać o ściszeniu dźwięków...
15. wodę mineralną - według mnie, najwygodniej tę w butelkach 0,5l lub 0,7l
16. przybory kosmetyczno-higieniczne, ręcznik - to oczywiste, ale czasem o rzeczach najbardziej oczywistych można zapomnieć
17. dane pracodawcy - do wystawienia zwolnienia lekarskiego

Dodatkowo możemy też zabrać:
a) małą poduszeczkę - sprawia, iż łóżko szpitalne staje się bardziej przyjazne, ale uwaga: nie w każdym szpitalu jest to dozwolone.
b) książkę do czytania - raczej lekką i przyjemną, bo na większy wysiłek intelektualny raczej trudno się zdobyć gdy w głowie wirują myśli o chorobie
c) słuchawki do telefonu - aby móc posłuchać np. radia nie przeszkadzając innym
d) kartkę i długopis - do zapisywania złotych myśli lub gry w okręty
e) karty do gry, szachy itp. - może znajdzie się jakiś towarzysz niedoli, który zechce zagrać
f) kawę, herbatę, cukier - szczególnie ważne dla tych, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez filiżanki kawy :-)

UWAGA:
W przypadku pobytu w szpitalu na oddziale zamkniętym (np. w trakcie terapii jodem radioaktywnym) powyższy spis nie znajduje zastosowania praktycznego! W takiej sytuacji należy skonsultować swój ekwipunek z konkretną jednostką medyczną, w której będzie się przebywało. Zazwyczaj zalecane jest jego maksymalne zminimalizowanie ;-)

Gdy już mamy wszystko co potrzebne pozostaje nam pamiętać, że:
1. W szpitalu ilu pacjentów tylu lekarzy więc nie należy zbyt uważnie wsłuchiwać się w zalecenia wszystkich życzliwych leżących bądź spacerujących w pobliżu. Każdy przypadek jest inny i chociaż może nazywać się zupełnie tak samo jak Twój wcale nie oznacza to, iż musi być tak samo leczony dlatego zdecydowanie zalecam unikać porównywania się do innych i sugeruję skupić się na powracaniu do zdrowia. ZDROWIENIE - to ma być cel Twojego pobytu w szpitalu!
2. W szpitalu ludzie przede wszystkim zdrowieją, ale są też tacy, którzy w tym miejscu kończą swoją ziemską wędrówkę. Musisz o tym pamiętać by nie przerazić się gdy zdarzy Ci się zetknąć ze śmiercią któregoś z pacjentów. Nastaw się również, że możesz spotkać osoby po różnych skomplikowanych zabiegach. Osoby np. bez oka, bez ręki, z rozległymi bliznami lub z rurkami wystającymi z nosa. Niech Cię to nie przeraża. Ci wszyscy ludzie walczą o to samo co Ty - o życie. Jesteście zawodnikami grającymi w jednej drużynie, drużynie, która musi zwyciężyć.
3. W szpitalu należy dobierać sobie odpowiednie towarzystwo do rozmowy. Unikaj osób narzekających, płaczących, zrezygnowanych - bo Cię przytłoczą swoim pesymizmem. Z nimi oczywiście trzeba rozmawiać i pomagać im odnajdywać siły do walki, ale póki co zostaw to innym, bardziej doświadczonym, a sam otocz się optymistami. Zdziwisz się jak wielu ludzi przepełnionych wolą walki i nadzieją na wyzdrowienie znajdziesz wśród pacjentów - dołącz do nich. Pamiętaj, że normą dla Ciebie ma zawsze być nadzieja i wola walki.
4. W szpitalu każdego dnia będziesz miał kontakt z pielęgniarkami i salowymi, wyrób w sobie nawyk życzenia im rano dobrego dnia i uśmiechania się do nich. Zobaczysz o ile jest sympatyczniej gdy rozsiewa się życzliwość wokół siebie.
5. PAMIĘTAJ! Pobyt w szpitalu jest stanem przejściowym i w związku z tym można wiele niedogodności, które się bardziej lub mniej nieprzewidzianie pojawią, przetrzymać (np. niezbyt smaczne jedzenie, meczące towarzystwo, ból pleców, chrapanie sąsiada, itd.) Pamiętaj, za kilka lub kilkanaście dni wrócisz do swojego mieszkania, gdzie znowu wszystko będzie tak, jak lubisz najbardziej :-).

poniedziałek, 4 listopada 2013

Jest nadzieja dla przytarczyc.

Przytarczyce, ze względu na swoje rozmiary i umiejscowienie, w trakcie zabiegu tyreoidektomii narażone są na uszkodzenie; jest to jeden z najczęstszych efektów ubocznych operacji usunięcia tarczycy. Pojawiła się jednak nadzieja dla "niewinnych" przytarczyc. Otóż w artykule "Chirurgia endokrynologiczna - postępy 2012" (Medycyna Praktyczna Chirurgia 2013/04) można przeczytać:
"Techniki wizualizacyjne podatnych na uszkodzenie struktur szyi podczas operacji tarczycy od lat są przedmiotem badań różnych ośrodków. Chirurdzy tureccy wykorzystali znany barwnik błękit metylenowy do poprawy widoczności przytarczyc i nerwów krtaniowych wstecznych. Po rozpyleniu błękitu w polu operacyjnym uzyskali zabarwienie struktur z wyjątkiem tętnic i nerwów. Wykorzystano zjawisko szybszego wypłukiwania błękitu przez przytarczyce (3 min) w stosunku do tarczycy (15 min) i pozostałych struktur mięśniowo-powięziowych (25 min). Ta ciekawa i prosta technika wymaga jednak dalszego sprawdzenia."
Warto zauważyć, iż technika ta oprócz ułatwienia zlokalizowania przytarczyc poprawia również widoczność nerwów krtaniowych wstecznych. Co pozwala mieć nadzieję, że po jej ewentualnym wprowadzeniu do rutynowego stosowania w zabiegach tyreoidektomii, nastąpi spadek najczęstszych powikłań pooperacyjnych raków tarczycy. Trzeba jednak pamiętać, że na dzień dzisiejszy technika ta wymaga dalszego testowania...
Tak więc nie pozostaje nam nic innego jak cierpliwie czekać :-)

Pełna treść cytowanego artykułu dostępna jest tutaj

czwartek, 17 października 2013

Tyroksyna, leczenie hormonalne.

Jak już wcześniej pisałem, po wycięciu tarczycy konieczne jest przyjmowanie leków, które zastąpią jej pracę czyli dostarczą organizmowi odpowiednich hormonów. Na rynku dostępne są preparaty o różnych nazwach (np. euthyrox, eltroxin, letrox) ale ich działanie sprowadza się do tego samego: dostarczenia organizmowi tyroksyny (dokładniej L-tyroksyny będącej analogiem tyroksyny lub inaczej mówiąc syntetycznym hormonem tarczycy wykazującym takie samo działanie jak hormon naturalny), którą organizm w naturalny sposób przekształci w trijodotyroninę (T3). Ale uwaga! Pomimo to, iż poszczególne preparaty są traktowane jako równorzędne, istnieją pewne niewielkie różnice w ich biodostępności, dlatego nie powinny być bez uzasadnienia i świadomej decyzji lekarskiej zamieniane jeden z nich na drugi, gdyż może to mieć niekorzystny wpływ na utrzymanie właściwego stężenia TSH.
W przypadku raka rdzeniastego, niskozróżnicowanego oraz anaplastycznego leczenie hormonalne sprowadza się tylko do leczenia substytucyjnego, czyli podawania takich dawek L-tyroksyny, które uzupełniają istniejące niedobory hormonalne. Docelowe stężenie TSH w takim przypadku jest ustalone na poziomie odpowiadającym normom dla osób zdrowych. W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę, iż teoretycznie rzecz biorąc, wyniki badań diagnostycznych i ich normy - powinny być stałe, ponieważ podawane są w jednostkach fizycznych, które są precyzyjnie zdefiniowane. Jednak w praktyce badania wykonywane są w różnych laboratoriach, różnymi metodami i w związku z tym ich wyniki mogą się między sobą nieco różnić, dlatego laboratoria zawsze podają normy dla metody oznaczania stosowanej w danym laboratorium, a indywidualny wynik badania należy porównać z zakresem referencyjnym podawanym przez laboratorium, które wykonywało badanie.
W rakach zróżnicowanych leczenie L-tyroksyną jest bardziej skomplikowane. Z jednej strony ma oczywiście na celu uzupełnić istniejące niedobory hormonalne (leczenie substytucyjne), ale z drugiej strony, ma zmniejszyć ryzyko nawrotu choroby, wynikające z faktu, że tyreotropina (TSH) jest czynnikiem wzrostowym dla komórek raka zróżnicowanego tarczycy. Stosuje się więc dawki supresyjne mające obniżyć TSH do wartości jak najniższych, ale niepowodujących jeszcze objawów nadmiaru hormonów tarczycy. Pełną supresję TSH definiuje się jako takie dawkowanie L-tyroksyny, które prowadzi do stężenia TSH we krwi poniżej 0,1 jm./l, bez wywołania nadczynności tarczycy (w razie wątpliwości rozstrzyga zachowanie prawidłowego stężenia wolnej trijodotyroniny (FT3) w surowicy krwi). Natomiast mianem niepełnej supresji określa się utrzymywanie TSH w zakresie 0,1-0,4 jm./l (w takim przypadku na ogół nie występują objawy nadmiaru hormonów tarczycy). Leczenie substytucyjne w przypadku raków zróżnicowanych tarczycy oznacza utrzymywanie stężenia TSH w zakresie 0,4-2,0 (2,5) jm./l
Pełna supresja hormonu tyreotropowego (TSH) jest konieczna u chorych z utrzymującymi się jawnymi objawami raka zróżnicowanego tarczycy oraz u chorych bez cech jawnej choroby ale z podwyższonym stymulowanym stężeniem tyreoglobuliny (>1-2 ng/ml). Należy jednak wiedzieć, iż takie leczenie niesie ze sobą ryzyko pojawienia się powikłań, wynikających z możliwości szkodliwego działania nadmiaru tyroksyny na serce i kości. W związku z tym dla chorych, u których zaawansowanie choroby było większe niż pT1a (szczególnie u chorych o stopniu zaawansowania pT3-T4 lub N1), a potwierdzono u nich remisję po leczeniu pierwotnym, bezpieczną alternatywą może być niepełna supresja. Także dla chorych, u których nie stwierdza się jednoznacznych objawów choroby nowotworowej, ale wysokie stężenie przeciwciał przeciw tyreoglobulinie nie pozwala na jednoznaczne potwierdzenie remisji, niepełna supresja TSH jest dobrym rozwiązaniem. U tych pacjentów, u których remisja raka zróżnicowanego tarczycy utrzymuje się przez co najmniej 5 lat, a fakt ten został potwierdzony wszystkimi znanymi metodami, można zastosować leczenie substytucyjne; pamiętając, iż u chorych, którzy przebyli leczenie z powodu raka tarczycy zalecane jest unikanie wzrostu stężenia TSH powyżej 2-2,5 mj./l; wyjątek stanowią okresy kiedy wysoki poziom TSH jest niezbędny do przeprowadzenia badań kontrolnych (scyntygrafii).

Dawkowanie L-tyroksyny.
Dawkę L-tyroksyny każdorazowo ustala lekarz biorąc pod uwagę wiek, wagę i ogólny stan zdrowia pacjenta oraz zamierzony efekt leczniczy. Ustalenie odpowiedniej dawki nie zawsze udaje się za pierwszym razem, dlatego niekiedy potrzeba kilku badań TSH zanim zostanie dobrana właściwa dawka leku dla konkretnego pacjenta. Niewątpliwym utrudnieniem w ustalaniu dawki L-tyroksyny jest fakt, iż poziom tyreotropiny nie zmienia się natychmiast po zmianie przyjmowanej dawki leku lecz dopiero po kilku tygodniach od zaistnienia tego faktu. Dlatego jeżeli dawka L-tyroksyny wymaga modyfikacji to trzeba się uzbroić w cierpliwość gdyż badanie stężenia TSH, będącego odpowiedzią na zmienioną dawkę należy wykonać dopiero po 6-8 tygodniach od zmiany. Gdy właściwa dawka zostanie już ostatecznie ustalona  wówczas kontrolne badanie TSH zaleca się wykonywać co 3-6 miesięcy.
Lewotyroksynę przyjmuje się na czczo i co najmniej 30-40 minut przed jedzeniem. Lek można popić niewielką ilością wody (podkreślam: nie herbaty, nie kawy, nie soku, nie mleka, nie kompotu... tylko wody) ponieważ inne napoje mogą zmniejszać wchłanianie L-tyroksyny z przewodu pokarmowego. Wchłanianie tyroksyny mogą ograniczać także przyjmowane leki, np: wodorotlenek glinu, leki wiążące kwasy żółciowe i zmniejszające stężenie cholesterolu, węglan wapnia i inne. Tu warto zauważyć, że węglan wapnia może być zarówno przyjmowany w postaci suplementów (jako uzupełnienie tego pierwiastka u osób z jego niedoborem), ale także może być spożywany w trakcie posiłków mlecznych (sery, jogurty itp.). Problem jest tym bardziej warty bliższego przyjrzenia mu się, gdyż u wielu osób po operacji usunięcia tarczycy występuje okresowa lub trwała niedoczynność przytarczyc skutkująca spadkiem poziomu wapnia we krwi, co z kolei wymusza na pacjencie przyjmowanie preparatów wapnia (np. Calperos) w dużych dawkach. Dochodzi więc do sytuacji, w której pacjent musi równocześnie otrzymywać preparaty tyroksyny oraz preparaty wapnia, które upośledzają wchłanianie tyroksyny. Jak więc rozwiązać ten problem? W świetle badań oceniających wpływ spożycia wapnia na wchłanianie tyroksyny wszystko wskazuje na to, iż najlepiej zastosować 4 godzinną przerwę między tyroksyną, a wapniem. Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie: jaki wpływ na wchłanianie tyroksyny ma wapń zawarty w posiłku mlecznym? Biorąc pod uwagę, że zawiera on zdecydowanie mniej wapnia elementarnego niż jedna tabletka węglanu wapnia, można zaryzykować twierdzenie, iż zachowanie 40 minutowej przerwy pomiędzy zażyciem L-tyroksyny, a mlecznym śniadaniem jest wystarczające. Nikt jednak nie przeprowadzał badań dotyczących wpływu wapnia zawartego w porcji jogurtu na wchłanianie tyroksyny więc jeżeli ktoś jest miłośnikiem posiłków mlecznych na śniadanie, a pojawiły się u niego zaburzenia wchłaniania tyroksyny to sugeruję by nieco zmienił swoje nawyki i spożywał posiłki mleczne w godzinach późniejszych. To chyba jest jednak łatwiejsze niż ciągłe zastanawianie się czy problemy z uregulowaniem poziomu TSH wynikają z twarożku zjedzonego na śniadanie, czy też są powodowane innymi czynnikami.
Ponadto należy być świadomym, że oprócz tego, iż są leki osłabiające działanie tyroksyny, są też leki nasilające jej działanie, a także tego, że również L-Tyroksyna może wpływać na działanie innych leków np. może osłabiać działanie leków przeciwcukrzycowych (obniżających stężenie glukozy we krwi) oraz nasilać działanie leków stosowanych w celu zmniejszenia krzepnięcia krwi. Z tych właśnie powodów bardzo istotnym jest aby lekarza ustalającego dawkę L-tyroksyny poinformować o wszystkich lekach jakie się przyjmuje.

W telegraficznym skrócie:
  • Dawkę L-tyroksyny ustala lekarz biorąc pod uwagę różne czynniki.
  • Jeżeli konieczne są zmiany dawki leku, to miarodajne badanie poziomu TSH (służące weryfikacji dawki) można przeprowadzić dopiero po 6-8 tygodniach od zmiany dawki.
  • Lweotyroksynę przyjmuje się codziennie, na czczo co najmniej 30-40 min przed posiłkiem.
  • Należy zachowywać odpowiedni (zalecony przez lekarza lub producenta leku) odstęp czasowy pomiędzy zażyciem L-tyroksyny, a lekami (preparatami) mogącymi mieć negatywny wpływ na jej wchłanianie z przewodu pokarmowego.
  • Przynajmniej raz (na początku przyjmowania L-tyroksyny) Pacjent powinien ze zrozumieniem przeczytać ulotkę informacyjną dołączoną do leku, oraz ulotki innych leków, które stosuje aby być świadomym ewentualnych interakcji między nimi i przyjmować leki w sposób uwzględniający wzajemny wpływ leków na siebie.
  • W przypadku pominięcia dobowej dawki leku, nie należy przyjmować podwójnej dawki leku w celu uzupełnienia pominiętej. Następnego dnia należy przyjąć normalną dawkę leku.
  • Jeżeli pojawiają się jakieś wątpliwości dotyczące stosowania L-tyroksyny to o pomoc w ich rozwiązaniu należy zwrócić się  do lekarza.

Bibliografia kliknij TUTAJ

poniedziałek, 9 września 2013

Leczenie chirurgiczne raka tarczycy - cz. 2

Dzisiaj kontynuacja tematu chirurgicznego leczenia raka tarczycy. Nie będzie jednak w tym wpisie teorii. Będzie samo życie! Poniżej prezentuję fragmenty moich notatek, które sporządzałem po poszczególnych operacjach, które przechodziłem w związku z leczeniem raka rdzeniastego tarczycy. Wpis ten proszę traktować jako przykład tego jak może (ale nie musi) wyglądać leczenie chirurgiczne i czego się, mniej więcej, można w związku z nim spodziewać. Zaznaczam, iż są to tylko moje subiektywne odczucia, a wszystkie informacje, które podaję poniżej są oparte wyłącznie na tym co zapamiętałem i jak to w tamtym okresie odczuwałem.

 listopad 2009 r.
Operacja usunięcia tarczycy i środkowych oraz prawostronnych węzłów chłonnych.
Dzień przed zabiegiem ostatni posiłek pozwolono mi zjeść o godz. 17 (pić można było chyba do godz. 20). Około godziny 19 dostałem zastrzyk przeciwzakrzepowy w brzuch, i małą tabletkę do połknięcia przed snem (ale nie później niż o godz. 22). Zastrzyk pomimo moich obaw okazał się prawie bezbolesny, jedynie później przez 15 minut troszkę szczypało mnie pod skórą i nic więcej. Natomiast tajemnicza tabletka wcale nie była nasenna, jak sugerowali niektórzy pacjenci lecz miała za zadanie przygotować układ nerwowy do podania narkozy. Nie ukrywam, że mniej więcej po pół godziny od jej połknięcia wyluzowałem jak bym wypił dwa piwa . Byłem w pełni świadomy tego co się dzieje, ale świat widziałem w różowych okularach i chciało mi się gadać (ogólnie to mi się zawsze chce gadać, jednak zanim zażyłem tabletkę byłem spięty wewnętrznie oczekiwaniem na zabieg, przez co, jak na moje możliwości, dość milczący). Ciekawe jest to, że niektórzy pacjenci przekazują sobie niestworzone historie o działaniu tej tabletki i na wszelki wypadek (?!) jej nie zażywają w efekcie czego, gdy jadą korytarzem na salę operacyjną, można ich zobaczyć bladych ze strachu, płaczących i zdenerwowanych do granic wytrzymałości. To przykre doświadczenie, przede wszystkim dla nich, ale i dla innych pacjentów oraz personelu szpitala również. Myślę, że skoro ufamy lekarzom i pozwalamy się im „kroić” to w kwestii tej tabletki też chyba warto im zaufać.

Noc minęła spokojnie, chociaż dość długo nie mogłem usnąć.
W dniu zabiegu obudziłem się około godziny piątej. Byłem lekko podenerwowany, a nawet więcej niż lekko. Chciałem by już się zaczęło coś dziać, czekanie było nieznośne. W końcu przyszła pielęgniarka i przyniosła mi małą tabletkę (taką samą jaką połykałem wieczorem), ponadto kazała mi się rozebrać (skarpetki i majtki pozwolono mi zostawić – jest dzięki temu cieplej w trakcie zabiegu), wskoczyć w gustowne, niebieskie wdzianko (za duża koszula od piżamy, która nie posiada guzików lecz troczki i zakłada się ją tyłem na przód ;-) ) i czekać, aż po mnie ktoś przyjdzie. Przed dziewiątą przyszły dwie pielęgniarki i siostra przełożona czy oddziałowa (tak właściwie to nie wiem jakie zajmowała stanowisko, w każdym razie była ważniejsza od pozostałych), która zapytała czy jestem uczulony na penicylinę, na co ja, zgodnie z prawda odpowiedziałem, że nie wiem. Chyba nie takiej odpowiedzi oczekiwała, bo nieco się skrzywiła na twarzy i przykazała pielęgniarkom, żeby wymienić penicylinę na coś innego i poszła dalej. Panie pielęgniarki zabrały mnie razem z łóżkiem i potoczyły do sali przed-zabiegowej. Jazda po szpitalnym korytarzu zrobiła na mnie wrażenie: te uciekające sprzed oczu lampy na suficie korytarza i świat widziany z dziwnej perspektywy – czułem się jakbym oglądał film (ale to niestety nie był film). W sali przed-zabiegowej podeszła do mnie inna, bardzo miła siostra i powiedziała, że założy mi wenflon i jak się nie będę ruszał, to może jej się uda to zrobić za pierwszym razem (dowcipna dziewczyna). Udało się! Chwila oczekiwania i jazda na salę operacyjną. W połowie drogi przesiadka na łóżko operacyjne (wąskie, twarde i zimne), w końcu parkowanie w miejscu zabiegu. Trochę jeszcze podyskutowałem z bardzo miłymi siostrami (no cóż, nic nie poradzę, że ze mnie taka gaduła) i w pewnym momencie zobaczyłem jak zaczyna mi się rozmazywać obraz przed oczami. Zdążyłem tylko jeszcze zapytać siostry czy to normalne, że mi się ostrość rozjeżdża i usłyszeć odpowiedź: „wszystko w porządku”. Następnie poczułem na twarzy jakiś kawałek przylegającej gumy o specyficznym zapachu. Podniosłem prawą rękę i stwierdziłem, że mam nałożoną maskę. Nie bardzo „kumałem” co jest grane, więc nie podnosząc się z leżenia (czułem się jakoś dziwnie ociężały) zagadnąłem do pielęgniarki, którą słyszałem w pobliżu, czy mogę zdjąć to coś z twarzy. Nie pozwoliła mi. Wtedy zaświtały mi w głowie pytania, których nie omieszkałem w trybie natychmiastowym zadać: „czy już jest po operacji?”, „która jest godzina?” Siostra podeszła do mnie i powiedziała, że już po operacji, podała godzinę i powiedziała, że na twarzy mam maskę z tlenem, którą niedługo mi zdejmie. Po chwili (nie wiem jak długiej, bo poczucie czasu wtedy mi nieco szwankowało) faktycznie zdjęto mi maskę i wywieziono do sali ogólnej. Jak tylko łóżko ze mną opuściło obszar bloku operacyjnego i wtoczyło się na korytarz, jak z podziemi pojawiła się moją uśmiechnięta żona - jej radosna obecność dodała mi skrzydeł.
Przejazdu korytarzem nie pamiętam i całej reszty dnia też nie bardzo. Byłem jeszcze otumaniony. Dopiero późnym popołudniem zacząłem odczuwać pragnienie, narastający ból gardła, karku i prawego ucha. Zostałem uświadomiony, że nie wolno mi nic jeść ani pić oraz podnosić się z łóżka do rana następnego dnia. Na dobranoc (ok. godz. 19) dostałem zastrzyk przeciwbólowy i zasnąłem upewniwszy się wcześniej, że dreny wystające z mojego wnętrza nie wypadną w trakcie snu (siostra zapewniła mnie, że są przyszyte i na pewno nic im się nie stanie, a od jutra będę mógł z nimi spokojnie spacerować).
Ta noc była długa. Obudziłem się gdzieś ok. godz. 23 i nie mogłem zasnąć. Bałem się poruszać na łóżku, bolało mnie w krzyżu oraz karku, chciało mi się pić, a gardło piekło okrutnie. Jakoś jednak w półśnie przetrwałem do godziny 5 rano gdy siostra oznajmiła radośnie: „wstajemy”.
Z niedowierzaniem, zachrypniętym głosem zapytałem: „ja też mogę?”.
Siostra odrzekła: „jak najbardziej”.
„A mogę się już napić?” – zapytałem
„Tak. I proszę zażyć małą białą tabletkę na czczo, a resztę po śniadaniu” – otrzymałem odpowiedź.
Powolutku się podniosłem, powtykałem zbiorniczki od drenów za spodnie i podszedłem do stolika na którym stał bananowy Kubuś. Drżącymi rękami podniosłem butelkę, odkręciłem niepewnie zakrętkę (dobrze, że żona wychodząc wieczorem poluzowała ją bo chyba bym sobie sam nie poradził) i nareszcie mogłem się napić. Tak pysznego napoju nie piłem nigdy w życiu, choć przełykanie stanowiło nie lada problem. Przed godz. 8 była już u mnie moja kochana żoneczka.
Pierwszy dzień po zabiegu był chyba najbardziej meczący. Gardło mnie tak bolało, że miałem problemy z przełykaniem jedzenia, a nawet picia (niektórzy tak mają po intubacji), gdyby nie tabletki przeciwbólowe nie byłbym w stanie nic zjeść. Kark bolał niemiłosiernie (ciężko mu się dziwić skoro dzień wcześniej, w trakcie operacji miałem długi czas głowę nienaturalnie odchyloną do tyłu), a na dodatek uwierał mnie dren za uchem (niby nie bardzo, ale jednak cały czas, co powodowało dyskomfort). Nie mogłem sobie znaleźć wygodnej pozycji w łóżku, w związku z czym, moja żona cierpliwie przekładała mi poduszkę z jednej strony na drugą, podkładała dodatkowa poduszkę, to znowu ją zabierała itd. itd. (prawdę mówiąc to nawet nie przypuszczałem, że potrafi być taka cierpliwa – dzięki żonko; całuski).
Około południa przyszła pani rehabilitantka, która pokazała mojej osobistej pielęgniarce [czyt. żonie] w jaki sposób można zmieniać pozycję łóżka, aby było mi wygodnie (nawet nie wiedziałem, iż łóżko, na którym leżałem miało takie możliwości). Tak więc najwygodniejszą pozycją (przynajmniej na chwilę) okazała się pozycja „zygzaka” (to moja nazwa własna) wyglądająca tak: pięty-dół, kolana-góra, siedzenie-dół, plecy-góra.. Rehabilitantka poinformowała mnie jeszcze, bym spał na plecach lub na boku przeciwległym do ciętego i wstawał przez bok (nie wyobrażałem sobie nawet innej możliwości wstawania, skoro nawet przy przewracaniu się z pleców na bok, głowę ustawiałem sobie rękami, ale przynajmniej potwierdziła właściwość mojego postępowania).
Kolejnego dnia było już coraz lepiej. Ból ustępował (a jak nie chciał to wyganiały go tabletki), głowa była stabilniejsza, a z czasem i dreny zostały wyciągnięte – wziuuut, cmok (kto miał wyciągane dreny wie jaki dźwięk mam na myśli).
Trzeciego dnia po zabiegu siedziałem w autku, a żona wiozła mnie do naszego kochanego domku…
grudzień 2010
Operacja w technice ROLL.
6 XII  - ze względu na wznowę w loży prawego płata tarczycy dostałem skierowanie do szpitala (cóż za specyficzny prezent na Mikołaja, nieprawdaż?) w celu jej usunięcia.
10 XII  - odwiedziłem szpital aby zrobić badania przed przyjęciem. Standardowo sympatyczna pani pielęgniarka pobrała mi 7 próbówek krwi, następnie zrobiono mi EKG, a następnie zostałem przyjęty przez internistę, który po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną zaczął standardowy wywiad lekarski. W pewnym momencie padło pytanie o moje serce i jakieś z nim problemy, od słowa do słowa okazało się, że muszę powtórzyć EKG bo to, które zrobiłem nie jest prawidłowe (tzn. wykazuje nieprawidłowość pracy serca). Powtórzone EKG było niestety takie samo jak to pierwsze i w związku z tym internista oświadczył, iż musi skonsultować mój przypadek z kardiologiem, ale dodał, że nie mam się co martwić, gdyż według niego mogę być operowany, jednak musi nad tym czuwać kardiolog. Nie ukrywam, że nieco się podłamałem takim stanem rzeczy, lecz cóż mi pozostało? Tylko czekać…Konsultacja z kardiologiem na szczęście potwierdziła, iż zabieg może się odbyć, ale jak wrócę do domu to mam się skontaktować z kardiologiem w miejscu zamieszkania, ponieważ ujawnił się u mnie zespół preekscytacji. Nie pytajcie co to jest, bo sam zbyt dokładnie tego nie wiem. W każdym razie chodzi o to, że moje serducho nie pracuje do końca tak jak powinno i jest to najprawdopodobniej wrodzona wada serca, która akurat teraz się ujawniła…
13 XII - zostałem przyjęty do szpitala. Przyjęcie, można by rzec, standardowe gdyby nie to, iż ze względu na ujawniony w miniony piątek problem z sercem, pani anestezjolog konsultowała się z kardiologiem oraz już po umieszczeniu na sali odwiedził mnie kardiolog i przeprowadził ze mną wywiad (niestety nie do gazety). Dzień minął dość szybko, tym bardziej, że towarzyszyła mi moja Połowica (zapomniany wyraz, no nie ?) i nie było właściwie czasu na rozmyślanie, chociaż nie ukrywam, iż gdzieś tam w środku szczypał lęk… Wieczorkiem TV do godziny 21, później kąpiel, magiczna tableteczka i… luuuzzzziiik…
14 XII - pobudka około 5. Tableteczka już niezbyt działa, stresik zaczyna się skradać. Przewracam się z boku na bok i czekam… Zaczyna się kolejny dzień z życia szpitala: sprzątanie sali, mierzenie temperatury, wizyta lekarza itp. Dostałem kolejną magiczna tableteczkę, ale z zastrzeżeniem, iż wolno mi ją połknąć dopiero jak wrócę ze znacznikowania. O godz. 8.30 pani pielęgniarka zabiera mnie i pana Rysia do znacznikowania (pan Rysio został przyjęty razem ze mną i też ma mieć operację w technice ROLL).

Technika ROLL polega na tym, iż obszar, który ma być wycięty zostaje zaznaczony poprzez wpuszczenie do niego substancji radioaktywnej (tzw. znacznika). W trakcie zabiegu lekarz wyszukuje specjalnym czujnikiem obszar zaznaczony i go usuwa. Dzięki tej metodzie chirurg ma możliwość zlokalizowania i usunięcia nawet bardzo niewielkich zmian chorobowych.
Tak więc jedziemy na pierwsze piętro i tam czekamy na doktora, który ma się nami zająć. Około 9.30 zjawia się doktor z metalową, maleńka walizeczką i prowadzi nas pod gabinet zabiegowy. Pierwszy wchodzi pan Rysiu i z różnych przyczyn spędza tam około pół godziny, a ja pod gabinetem nerwowo dreptam tam i nazad marząc o maleńkiej tableteczce. W końcu moja kolej. Wchodzę. Kładę się jak do biopsji. Krótka wymiana zdań z doktorem. Długie badanie USG i wbicie igły, tak jak przy biopsji. Następnie wprowadzanie znacznika radioaktywnego w guzka, który ma być usunięty. Nie jest to miłe, trochę boli, ale da się wytrzymać. I tyle. Można wracać na salę i połknąć magiczną tableteczkę. Kilka chwil i jestem wyluzowany. Spokojnie czekam. Trochę drzemię, trochę rozmawiam z żoną (miała przyjść dopiero po operacji, ale ona mnie nie słucha. Eh te kobiety). Około 13.30 jadę na zabieg, a około 17.30 jestem z powrotem na sali.
Nocka jakoś mija. Nie jestem tak obolały jak po pierwszym zabiegu, ale co dwie godziny wpada w odwiedziny pielęgniarka i robi zastrzyk lub odciąga dren lub sam nie wiem co jeszcze, w każdym razie przychodzi zawsze wtedy, gdy w końcu uda mi się zasnąć ;-)
15 XII - jest dobrze, tylko mnie prawie nie słychać. Mówię cichutko i nie swoim głosem. Przyczyna? Porażenie prawego fałdu głosowego. Niestety w trakcie zabiegu został uszkodzony jakiś nerw, na szczęście jednak nie przecięty więc wszystko ma wrócić z czasem do normy. Wskazana konsultacja w poradni foniatrycznej w miejscu zamieszkania.
16 XII - wyciągniecie drenów, wypisik, L4 i już żoneczka wiezie mnie do domciu. Juppi !!! (jak mawia mój syn).
styczeń 2011
Na dzień dzisiejszy, pomimo karuzeli z kontraktami NFZ-u, udało mi się zdobyć terminy do specjalistów i czekam na wizytę u foniatry i kardiologa.
Głos powoli wraca do formy – rano jest całkiem nieźle, ale wieczorem chrypię jak Safari w fiacie 125 (kto ma trochę więcej lat niż moja kochana żona to wie o czym mówię…)
maj 2012
Operacja usunięcia węzłów chłonnych szyi i śródpiersia.
Taki piękny widok miałem z okna.
Myślałem, że jadę do Zakopca na badanie EBUS/EUS, po wykonaniu którego wrócę do domu najpóźniej następnego dnia, a za kilka dni pojadę poznać wynik. Okazało się być jednak inaczej. Po badaniu oznajmiono mi, iż wynik z opisem będzie za dwa dni i wówczas zostanie podjęta decyzja co robimy dalej.
"Zmroziło mnie", takiego obrotu sprawy nie przewidywałem. Owszem wiedziałem, iż bardzo prawdopodobnym jest, że będę miał kolejną operację, jednak nie przypuszczałem, że tak szybko może to nastąpić. Z jednej strony bardzo dobrze, bo im szybciej tym lepiej, jednak z drugiej strony nie tak to sobie zaplanowałem. (...) Wynik badania okazał się być "dobry" (cokolwiek to znaczyło dla lekarzy) i w związku z tym wyznaczono mi termin operacji za trzy dni. Aby nie było zbyt lajtowo to w dniu poprzedzającym zbieg termin został przesunięty o jeszcze jeden dzień. Jednak koniec końców operacja została przeprowadzona i po trzynastu dniach spędzonych w szpitalu wróciłem do domu. W trakcie operacji chirurdzy wydziobali mi kilka węzłów chłonnych, a wśród nich te, które świeciły na pecie. Teraz pozostaje mi więc szybko się zrastać i czekać na pooperacyjne wyniki hispat.
Jako ciekawostkę napiszę jeszcze, iż zabieg miałem około południa w piątek, a już w sobotę przed południem wyciągnięto mi szwy, dokładnie oczyszczono okolice cięcia, a następnie pani pielęgniarka posmarowała je klejem o zapachu bataprenu i poprzyklejała kawałki gazy (przynajmniej tak to wyglądało). Taki opatrunek mam nosić dotąd, aż sam odpadnie, tylko w czasie brania prysznica mam starać się go zbytnio nie namaczać aby nie odpadł za wcześnie.