sobota, 28 kwietnia 2018

Moja historia.

Dawno nic tu nie pisałem - wybaczcie.

Wsiadłem na karuzelę codzienności i przed oczami miga mi tylko: praca - dom - praca - dom - praca...

No może troszkę przesadzam, czasem znajduję czas na jakieś przyjemności, np. rodzinne podróże małe i duże, ale tak czy inaczej brak mi czasu na pisanie bloga. Jednak ze względu na to, iż co jakiś czas otrzymuję maile z różnymi zapytaniami dotyczącymi raka tarczycy wiem, że wiele/wielu z Was ma niedosyt informacji jak to całe chorowanie na raka tarczycy wygląda praktycznie, jak przebiega leczenie i co dzieje się w głowie pacjenta po usłyszeniu diagnozy. Oczywiście nie wiem jak to było, jest lub będzie u innych osób, ale wiem jak to wyglądało u mnie i tymi wspomnieniami mogę się z Wami podzielić.

Moja historia, czyli rak tarczycy dopadł mnie zupełnie niespodziewanie.
      Miałem 32 lata, gdy dowiedziałem się, że JA – zdrowy, młody facet, mąż i ojciec – wcale nie jestem taki zdrowy jak myślałem. Mam raka tarczycy. W jednej chwili mój świat stanął na głowie. Poczułem się totalnie zdezorientowany. Na początku nie wiedziałem ani co robić, ani co myśleć. Zacząłem więc szukać informacji na temat choroby, która mnie dotknęła. Co ją wywołuje, jak ją leczyć, jakie są rokowania, jak z nią żyć.
W odnalezieniu się w zupełnie nowej sytuacji, w której postawiła mnie choroba, pomogła mi pani endokrynolog, która przekonała mnie, że rak rdzeniasty tarczycy jest chorobą, którą się leczy skutecznie. Pomógł mi kontakt z osobą, która walczy już ponad dziesięć lat i dzielnie się trzyma. I pomogła mi lektura książki pod tytułem: „Zwyciężyć chorobę”, w której jej autor, Mariusz Wirga, w zwięzłej i bardzo przystępnej formie wprowadza czytelnika w strefę medycyny psychosomatycznej; pomaga radzić sobie ze stresem wywoływanym przez chorobę, rozwijać swoją osobowość oraz odczuwać szczęście i czerpać radość z życia, w każdym jego momencie... 
Ale może najlepiej będzie jak zacznę od początku:
     Pewnego letniego dnia zaczęła mnie boleć szyja z prawej strony i jakby trochę spuchła. Pomyślałem nawet, że może warto by się wybrać do lekarza, jednak ponieważ ból nie był dotkliwy (nazwał bym to raczej dyskomfortem niż bólem), a w dodatku był to ostatni tydzień przed moim urlopem i sporo miałem jeszcze spraw do pozamykania przed wyjazdem na wakacje, wizyta u lekarza przeszła do listy zadań do zrealizowania w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Po powrocie z wakacyjnych wojaży, ponieważ szyja ciągle pobolewała, a zgrubienie nie znikało, poszedłem dla „świętego spokoju” do lekarza pierwszego kontaktu. Tu pojawiło się pierwsze, rzekłbym delikatne, zaniepokojenie. Lekarz, który z natury jest bardzo pogodny, tym razem badając mnie bardzo się zatroskał. Wymacał moją szyję raz, następnie drugi raz i jeszcze raz coś sprawdził, po czym oznajmił nader poważnym tonem, iż to nie musi być nic poważnego, ale on zaleca mi zrobić USG tarczycy i badania krwi. Poszedłem więc pierwszy raz w życiu na USG, a tam niezbyt subtelny pan radiolog stwierdził: „ma pan sporego guza na prawym płacie tarczycy (…) ale wygląda łagodnie (…) musiał go pan sobie już trochę hodować, może rok, może nawet dłużej, (…) trzeba będzie wyciąć (…) młody pan jest, ogólnie zdrowy, to nie ma sprawy będzie się dobrze goiło, nie ma co tego zostawiać bo wcześniej czy później trzeba to i tak będzie wyciąć, więc lepiej załatwić sprawę od razu, a szczegóły to niech pan ustali w szpitalu z chirurgami (…) to powodzenia…” „POWODZENIA”? Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Od dnia swoich urodzin nigdy nie byłem w szpitalu jako pacjent, a tu mi facet mówi: „wyciąć i po sprawie”. Nogi mi się lekko ugięły, ale skoro trzeba to trzeba.
Z wynikiem USG poszedłem do lekarza pierwszego kontaktu. Tam czekały już na mnie wyniki podstawowych badań krwi okazały się być w normie, TSH - również! Dostałem skierowanie do przychodni chirurgicznej w szpitalu oraz receptę na szczepionkę na żółtaczkę (jak mnie mają kroić, to lepiej się zaszczepić). Pojawiło się tylko pytanie jak szczepić się na tą żółtaczkę trybem zwykłym czy przyspieszonym? To jednak miało się wyjaśnić po wizycie w szpitalu i ustaleniu terminu zabiegu.
U chirurga w szpitalu krótka piłka: „faktycznie guz jest, trzeba usunąć, ale najpierw niech pan idzie do endokrynologa, następnie zrobi biopsję tarczycy i z wynikam zgłosi się do nas, wówczas określimy jak pilna jest operacja i w jakim zakresie ma być przeprowadzona”. I w tym momencie właściwie się uspokoiłem. Gdyby to było coś bardzo poważnego to działania zapewne byłyby bardziej zdecydowane, a tak to sobie spokojnie poczekam. Jednak jak przyszło ustalać termin do endokrynologa, mój spokój nieco zbladł gdy usłyszałem, że do końca roku terminów już nie ma, a na nowy rok jeszcze nie ma zapisów. To był drugi tydzień września… 
Żona (i inni najbliżsi też) nie dała mi w zasadzie wyboru. Usłyszałem, że nie mogę czekać tylko mam iść na prywatną konsultację do endokrynologa - natychmiast! Po szybkim rozeznaniu lokalnego rynku lekarskiego ustaliłem termin wizyty u powszechnie cenionej w moim mieści pani doktor. Podczas wizyty pani endokrynolog wykonała mi USG, przeprowadziła dokładny wywiad i stwierdziła, że wygląda jej to na wole guzowate, ale mimo wszystko powinienem pilnie wykonać biopsję tarczycy oraz RTG płuc z projekcją na tarczycę. Dowiedziałem się również, że jeżeli diagnoza się potwierdzi to może wystarczy mi usunąć tylko pół tarczycy co bardzo mnie ucieszyło, gdyż w przypadku usunięcia całej tarczycy człowiek musi już do końca życia zażywać leki hormonalne, a w przypadku usunięcia jej połowy, tarczyca powinna sobie radzić z produkcją hormonów bez wspomagania farmakologicznego. Tak więc sprawa wydawała się być wyjaśnioną, zostało jeszcze wykonać zalecone badania, ale to potraktowałem raczej jako formalność.
Na zdjęciach RTG nie wyszło nic złego więcej niż to co już wiedziałem, więc można rzec: OK. Biopsji, nie ukrywam, bałem się; jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. Po wykonaniu badania pani doktor przeprowadzająca biopsję poinformowała mnie, iż po wyniki muszę się zgłosić osobiście ponieważ takie są procedury, a wstępny termin odbioru wyników mam wcześniej potwierdzić telefonicznie. Pozostało czekać... Na dwa dni przed przewidywanym terminem odbioru wyników biopsji zostałem telefonicznie poproszony o powtórzenie badania TSH oraz zbadanie poziomu Kalcytoniny i dostarczenie tych wyników, celem przekazania ich patomorfologowi wykonującemu ocenę materiału pobranego w czasie biopsji. Tu zapaliło mi się czerwone światło. Mój spokój został ponownie zmącony. "Coś pewnie jest nie tak jak powinno skoro są potrzebne dodatkowe badania" - pomyślałem i udałem się na konsultacje do "Doktora Google". Jak łatwo się domyślić wiele się naczytałem, niezbyt wiele dowiedziałem, ale na pewno się przestraszyłem. Poszedłem jednak po rozum do głowy i postanowiłem zaprzestać szperania po internecie i poczekać spokojnie na wynik badania kalcytoniny (TSH było cały czas na właściwym poziomie) oraz biopsji.Czekanie na wynik biopsji chociaż trwało zaledwie parę dni nie było jednak tak spokojne jak sobie planowałem, bowiem poziom kalcytoniny w moim organizmie okazał się być przekroczony siedemdziesięciokrotnie. Taki wynik skłonił mnie do wznowienia poszukiwań w internecie, co oczywiście zaowocowało pojawieniem się wielu pytań (na razie bez odpowiedzi) i obaw (bardziej lub mniej uzasadnionych)...
24 września 2009 roku, o wcześniej ustalonej godzinie zgłosiłem się do pani chirurg, która wykonywała biopsję, aby poznać wyniki badania. Zostałem poproszony do gabinetu gdzie rzeczowo poinformowano mnie, iż wyniki biopsji były niejednoznaczne, dlatego też telefonicznie poproszono mnie o dostarczenie wyników badań TSH oraz kalcytoniny. Na podstawie tych wyników, oraz próbki pobranej podczas biopsji lekarz patomorfolog postawił diagnozę, iż najprawdopodobniej mam raka rdzeniastego tarczycy. Przyjąłem to chłodno. Po wcześniejszej lekturze, gdzieś w głębi duszy spodziewałem się takiej diagnozy. Dowiedziałem się jeszcze od pani doktor, iż nawet jeżeli faktycznie jest to ten rak, to można go leczyć i zasugerowała konkretny instytut onkologii mający duże doświadczenie w leczeniu tego typu schorzeń. Podziękowałem za dobrą radę, pożegnałem się i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i wtedy zaczęło do mnie docierać to co przed chwilą usłyszałem. Zacząłem drętwieć na ciele i umyśle... Wziąłem się jednak trochę w garść i spróbowałem działać... Po pierwsze powinienem zadzwonić do żony, przecież umówiłem się z nią, że jak tylko będę znał wynik do dam jej znać. Ale co jej powiedzieć? "Cześć Kochanie właśnie się dowiedziałem, że mam raka" ??? ... Totalny mętlik w głowie... Wybrałem na komórce numer do pani endokrynolog... Zajęte. Próbuję jeszcze raz. Dalej zajęte. I tak jeszcze z pięć razy... Jak to wszystko długo trwa... W końcu udało się! Rozmawiam z panią doktor, mówię co się przed momentem dowiedziałem i proszę o spotkanie; umawiamy się na następny dzień. Teraz muszę zadzwonić do żony... Odbiera natychmiast i wypytuje co się dowiedziałem. Nie odpowiadam wprost, trochę kluczę, mydlę oczy i owijam w bawełnę, a na koniec dodaję, że się umówiłem jeszcze na konsultacje. Ponieważ mam nie tylko kochająca, ale i inteligentną żonę, a ponadto znamy się już bardzo długo, więc mój sposób przekazywania informacji może nieco łagodzi wydźwięk przekazu jednak wszyscy zainteresowani wiedzą co jest grane. Słyszę w słuchawce nieme przerażenie i cichuteńki płacz....

Dlaczego ja? Dlaczego teraz? Przecież nie palę tytoniu ani innych używek, alkohol piję sporadycznie i z umiarem, ciepło się ubieram, poważniej nie choruję, nie prowadzę siedzącego trybu życia.... Więc dlaczego??? Umrę szybko czy jeszcze trochę pożyję. Mój synek jest jeszcze taki mały - potrzebuje taty. Przestanę pracować? Z czego będzie utrzymywała się moja rodzina? Jeśli pożyję jeszcze trochę to jak to życie będzie wyglądało? Co mam mówić rodzinie i znajomym? Jeśli umrę to moja żona powinna wyjść za mąż, muszę to jasno jej i innym powiedzieć, jest przecież młoda i nie może zostać samotna, musi dalej żyć i opiekować się naszym synem. Za ile umrę? Co jest po śmierci? Jak moją śmierć zniosą najbliżsi? Jak to się leczy? Czy długo to się leczy?... 
    Mniej więcej takie myśli (i jeszcze wiele innych mniej lub bardziej sensownych) kołatały się w mojej głowie gdy czekałem na konsultację z panią endokrynolog. Po prostu byłem przerażony. W głowie mi wirowało. Na zewnątrz udawałem twardziela aby nie martwić otoczenia, ale wewnątrz byłem totalnie rozbity. Moja kochana żona starała się jakoś trzymać ale widziałem, że jest wstrząśnięta, bardzo to przeżywa. Rozmowy się nam nie kleiły chociaż chcieliśmy pogadać. Moi rodzice i teściowie również byli bardzo przestraszeni i chyba ciągle nie dowierzali w to, o czym się dowiedzieli. Atmosfera była ciężka, jednak robiliśmy wszystko by, póki co, nasz brzdąc nie zorientował się w sytuacji (jak będziemy wiedzieli więcej, to powoli będziemy go przygotowywali do najprawdopodobniejszego scenariusza), na razie wie, że tatuś robił sobie badania bo go bolała szyja...
W końcu minęła doba i pojechałem na umówione spotkanie z lekarką. Pojechałem sam, chociaż jak łatwo zgadnąć nie było to łatwe do zrealizowania, bo przecież: i żona, i mama, i teść, każdy był gotów jechać ze mną aby mnie wspierać. Ja mimo wszystko wolałem pojechać sam i rodzina to uszanowała. Ich troska i życzliwość jednak mnie podbudowały. Spotkanie z panią doktor okazało się strzałem w dziesiątkę. Przeprowadziliśmy spokojną, rzeczową rozmowę, która bardzo mnie uspokoiła i pomogła rozpocząć pozytywnie myśleć. Dowiedziałem się konkretnie, że jeżeli nawet wstępna diagnoza się potwierdzi to i tak mam myśleć o swojej przyszłości w jasnych barwach. Raka rdzeniastego tarczycy w obecnych czasach się leczy i leczenie jest skuteczne. Na potwierdzenie podała mi konkretny przykład pacjenta, w wieku zbliżonym do mojego, który walczy (z sukcesami) z tą chorobą. Zadałem lekarce kilka pytań, na które cierpliwie odpowiadała (czasami nawet trzy razy na to samo pytanie) i wysłuchałem wszystkiego co powinienem na tym etapie wiedzieć. Na "do widzenia" pani doktor jeszcze raz podkreśliła bym MYŚLAŁ POZYTYWNIE! 
Wyszedłem z gabinetu z pozytywną energią i wiarą w wyleczenie.
Nadzieja, a może nawet pewność możliwości wyleczenia, którą zaszczepiła mi w serce i umysł pani doktor okazała się tak silna, iż udało mi się ją (przynajmniej w części) przelać w serca i umysły moich najbliższych. Wszyscy się nieco uspokoiliśmy...Ja rozpocząłem proces leczenia...


poniedziałek, 21 marca 2016

BAC - biopsja aspiracyjna cienkoigłowa

Biopsja aspiracyjna cienkoigłowa (BAC) tarczycy to badanie, które wykonywane jest u większości osób mających guzy na tarczycy. Wiele opracowań mówi o konieczności wykonania biopsji każdej zmiany, której wielkość przekracza 1 cm, natomiast aktualne rekomendacje "Diagnostyka i leczenie raka tarczycy" koncentrują się na ultrasonograficznych i klinicznych cechach ryzyka złośliwości ognisk i podkreślają, że rozmiar zmiany nie jest najważniejszym kryterium wyboru miejsca BAC lecz jej obraz USG - w pierwszej kolejności należy nakłuwać ogniska z podejrzanym obrazem ultrasonograficznym.  Tak czy inaczej decyzję o wykonaniu biopsji tarczycy (lub węzła chłonnego) podejmuje lekarz, a pacjentowi pozostaje poddać się temu badaniu. 
Badanie polega na nakłuciu guzka tarczycy (lub węzła chłonnego) pod kontrolą USG i pobraniu z niego materiału do badania cytologicznego (czyli oglądnięcia pobranych komórek pod mikroskopem przez lekarza patomorfologa). BAC tarczycy często wywołuje różne obawy u pacjentów (zwłaszcza u tych, którzy nigdy jeszcze takiego badania nie mieli wykonywanego). Postaram się więc teraz opisać to badanie od strony praktycznej by nieco uspokoić osoby, które po raz pierwszy otrzymały skierowanie na biopsję tarczycy i nie wiedzą czego mają się po nim spodziewać.
1.Biopsja tarczycy nie wymaga specjalnego przygotowania poza ewentualnym odstawieniem leków przeciwzakrzepowych. Jeżeli pacjent przyjmuje leki wpływające na krzepliwość krwi powinien skonsultować z lekarzem czy ma te leki odstawić przed badaniem, a jeżeli tak, to jak zrobić to bezpiecznie.
2. Zgłaszając się na biopsję pacjent NIE musi być na czczo.
3. Do badania pacjent kładzie się na leżance, a pod szyję ma podłożony wałek, co wymusza mocne odchylenie głowy do tyłu. W takim, średnio wygodnym, ułożeniu ciała lekarz przykłada do szyi cieniutką rureczkę przez którą następnie wprowadzana jest igła do pobrania materiału diagnostycznego. Wkłuwanie nie trwa zbyt długo i  nie jest jakoś szczególnie bolesne; powiedział bym raczej, że jest nieprzyjemne. W sporadycznych przypadkach pacjenci określają ból związany z nakłuwaniem jako duży. Nakłucie odbywa się pod kontrolą USG. 
4. BAC tarczycy (węzła chłonnego) jest zabiegiem stosunkowo bezpiecznym, nie powodującym w zasadzie powikłań. W zdecydowanej większości przypadków po badaniu pozostaje przez kilka dni jedynie ledwie widoczny punkcik na szyi w miejscu wkłucia igły. Czasami zdarza się, że w miejscu wkłucia tworzy się siniec. Niektórzy pacjenci mówią też o odczuwaniu lekkiego bólu w okolicy wkłucia  przez parę dni po badaniu.

          Na zakończenie dodam, że biopsja aspiracyjna cienkoigłowa często ułatwia podjęcie decyzji o tym czy chory powinien zostać skierowany na operację czy można od niej odstąpić i ograniczyć się do dalszej obserwacji, jednak 100% pewności co do rodzaju i charakteru zmiany chorobowej daje tylko pełne pooperacyjne badanie histopatologiczne. Nie mniej, trzeba też pamiętać, że nie każda zmiana tarczycy wymaga przeprowadzania zabiegu chirurgicznego.

Bibliografia kliknij TUTAJ
źródło grafiki: http://cewilton.blogspot.com/2011/03/march-11-2011-needle-to-neck_12.html

poniedziałek, 2 listopada 2015

Mitologia onkologiczna, czyli: skrajności nikomu nie służą.


Stwierdzenie, że w świadomości społecznej funkcjonuje wiele fałszywych przekonań o chorobach nowotworowych, nie jest odkrywcze. Ale faktem jest również to, iż pomimo wielu kampanii informacyjnych głoszących, że rak to nie wyrok, w momencie gdy kogoś osobiście dotknie problem onkologiczny, większość z ludzi zapomina o tym "nie". Odżywa mit: diagnoza rak = wyrok śmierci. Pojawia się strach, przerażenie i zwątpienie. I nie ma w tym nic dziwnego, strach przed czymś nowym, niewiadomym, groźnym jest zupełnie naturalny. Istotnym jednak jest by stan przerażenia nie stał się stanem chronicznym. By nadszedł moment (oby jak najszybciej), w którym mit: rak to wyrok został zastąpiony racjonalnym myśleniem. Bo fakt jest taki, że rak to oczywiście choroba potencjalnie śmiertelna, jednak każdy przypadek tej choroby należy rozpatrywać indywidualnie, a jej przebieg jest uzależniony od rodzaju i umiejscowienia nowotworu, stadium zaawansowania choroby, ogólnego stanu zdrowia pacjenta i jeszcze wielu innych czynników. A w odniesieniu do raka tarczycy, przypominam, że zdecydowana większość przypadków tej choroby to nowotwory zróżnicowane, na leczenie których medycyna posiada skuteczne sposoby, natomiast pozostałe (nieliczne) raki tarczycy, chociaż jest mniej sposobów ich leczenia, wraz z postępem medycyny pozwalają coraz lepiej rokować.Bardziej szczegółowo o konkretnych rodzajach nowotworów złośliwych tarczycy i sposobach ich leczenia pisałem już wcześniej (lub w przyszłości napiszę) w innych notatkach na tym blogu.
To by było na tyle jeśli chodzi o straszenie rakiem, ale pomysłowość ludzka nie zna granic. Czytając różne fora internetowe zauważyłem, że pojawił się nowy mit dotyczący raka tarczycy. Otóż dowiedziałem się, że rak tarczycy to nie rak, że to taki rak w wersji DEMO, na to się nie umiera. Domyślam się, że celem wygłaszania takich twierdzeń jest chęć podnoszenia na duchu osób chorych, jednak skutkiem ubocznym takiego działania może być powstanie przekonania, że rak tarczycy jest niegroźny, że można go bagatelizować, co jest oczywistą nieprawdą. Każdy nieleczony rak tarczycy prowadzi do śmierci. Trywializowanie raka tarczycy jest według mnie równie szkodliwe jak jego demonizowanie.
Na koniec mój apel do wszystkich osób chorych na raka tarczycy, diagnozowanych pod kątem tej choroby lub też towarzyszących osobom chorym:
Szanowni Państwo odłóżcie emocje na bok (choć wiem, że nie jest to łatwe), nie wsłuchujcie się bezkrytycznie w opinie innych osób chorujących na raka tarczycy, o wszystko co budzi Wasze wątpliwości dopytujcie lekarzy i bądźcie dobrej myśli.

sobota, 6 czerwca 2015

Poradniki.

O raku tarczycy zaczyna się coraz więcej mówić i pisać. Również w formie przystępnej dla pacjentów. Poniżej podaję linki do poradników/informatorów dla osób chorych na raka tarczycy lub ich bliskich.

     1. Broszura Rak tarczycy
     2. Poradnik Motyle pod ochroną


wtorek, 17 lutego 2015

Rak rdzeniasty tarczycy - cz.2

Podstawową metodą leczenia raka rdzeniastego tarczycy jest leczenie operacyjne polegające na całkowitym wycięciu tarczycy oraz centralnych węzłów chłonnych szyi. W przypadku gdy ognisko pierwotne raka przekracza 1 cm średnicy usuwany zazwyczaj jest również boczny układ chłonny szyi od strony guza. W przypadkach bardziej zaawansowanych postaci choroby może zostać przeprowadzone usunięcie węzłów chłonnych po obu stronach szyi (obustronna limfadenektomia  szyjna boczna). Nawroty miejscowe oraz pojedyncze przerzuty odległe raka rdzeniastego również leczy się operacyjnie. Po zabiegu usunięcia tarczycy chorzy muszą otrzymywać L-tyroksynę w dawkach substytucyjnych, czyli zapewniających utrzymanie stężenia TSH na poziomie normy dla osób zdrowych. 
Leczenie izotopowe jest rozważane w nieoperacyjnym raku rdzeniastym jako leczenie paliatywne. Wykorzystuje się do niego izotop jodu 131 na nośniku metajodobenzylgwanidyny (131I-mIBG), jednak do tej metody leczenia kwalifikuje się jedynie 30-40% chorych - ci, którzy wykazują gromadzenie znacznika. Dobrą odpowiedź na leczenie uzyskuje się u około połowy tych osób, ale pełna reemisja po przebytym leczeniu należy do rzadkości. 
Radioterapia i chemioterapia stanowią jedynie leczenie uzupełniające, znajdujące zastosowanie głównie w zaawansowanych stadiach choroby i tylko w niektórych przypadkach. 
Radioterapia bywa stosowana u pacjentów, u których po zabiegu usunięcia przerzutów do węzłów chłonnych stężenie kalcytoniny nie normalizuje się, a równocześnie nie stwierdza się u nich obecności przerzutów odległych (wykonuje się wówczas naświetlania obszaru szyi i śródpiersia). Radioterapia znajduje również zastosowanie w przypadkach miejscowego zaawansowania choroby. np  jako leczenie przeciwbólowe.
Chemioterapia może być rozważana przy niepowodzeniu innych metod leczenia, jednak jej skuteczność jest na ogół niewielka (odpowiedzi kliniczne na leczenie wynoszą poniżej 20%) i nie ma tu znaczenia czy stosuje się chemioterapię monolekową czy schematy wielolekowe.
U chorych, u których doszło do uogólnienia procesu nowotworowego i rozwoju przerzutów do wątroby, doprowadzających do ciężkiej biegunki oraz silnych dolegliwości bólowych w jamie brzusznej, jest niekiedy przeprowadzana chemoembolizacja tętnicy wątrobowej, której celem jest zmniejszenie masy guzów.
Do leczenia (minimalizowania) objawów, takich jak biegunka, napady zaczerwienienia, spadek masy ciała, bóle kości, wywoływanych przez produkowane w guzach hormony znajdują zastosowanie analogi somatostatyny. Efektywność tych analogów najlepiej udokumentowano w przypadkach leczenia biegunki towarzyszącej uogólnionej postaci RRT.
Obecnie duże nadzieje w leczeniu raka rdzeniastego tarczycy pokłada się w możliwości terapii farmakologicznej przy zastosowaniu inhibitorów kinazy tyrozynowej. Inhibitory kinazy tyrozynowej działają w ten sposób, że blokują aktywność enzymów zwanych kinazami tyrozynowymi, które występują w określonych receptorach (np.receptorach VEGF, MET i RET) na powierzchni komórek (w tym komórek nowotworowych) gdzie aktywują kilka procesów, między innymi podziały komórkowe i wzrost nowych naczyń krwionośnych. Poprzez blokowanie tych receptorów w komórkach nowotworowych lek zmniejsza wzrost i rozprzestrzenianie się nowotworu.
W Stanach Zjednoczonych od 2011 roku, a w Europie od 2012  roku wprowadzono do leczenia w  zaawansowanych przypadkach RRT substancję o nazwie Vandetanib (Wandetanib).  Nazwa handlowa w USA to Zactima, a w UE Caprelsa. Jest to doustny inhibitor kinazy tyrozynowej stosowany w przypadku gdy choroba jest agresywna i wywołuje objawy, a nowotwór nie może być usunięty za pomocą zabiegu chirurgicznego lub rozszerzył się na inne części organizmu. Na ocenę skuteczności oraz działań niepożądanych leku należy poczekać, uwzględniając obserwacje obejmujące większe grupy chorych. Wiadomym jednak jest, iż leczenie nie jest pozbawione toksyczności, m.in. może powodować zagrażające życiu zaburzenia przewodnictwa elektrycznego serca, a do najczęstszych działań niepożądanych należą: biegunka, wysypka skórna, trądzik, nadciśnienie tętnicze, nudności, bóle głowy, brak apetytu. Ponadto pojawiły się wątpliwości dotyczące wielkości korzystnego wpływu leku u pacjentów bez mutacji RET. W Polsce Vandetanib jest zarejestrowanym, ale nie refundowanym, lekiem do leczenia zaawansowanego RRT.
W dniu 21 marca 2014 r. Komisja Europejska przyznała, ważne w całej Unii Europejskiej pozwolenie na dopuszczenie do obrotu leku Cometriq, którego substancją czynną jest kabozantynib będący inhibitorem receptorów kinazy tyrozynowej. Jest to lek dla osób dorosłych chorych na raka rdzeniastego tarczycy do stosowania w przypadku, gdy raka nie można usunąć chirurgicznie oraz gdy jest on zaawansowany lub rozprzestrzenił się do innych części ciała. Niestety stosowanie tego leku wiąże się z możliwością pojawienia wielu skutków ubocznych. Najczęściej pojawiające się poważne działania niepożądane to: zapalenie płuc, stany zapalne błon śluzowych, hipokalcemia (niskie stężenie wapnia we krwi), dysfagia (trudności w przełykaniu), odwodnienie, zatorowość płucna (skrzepy w naczyniach krwionośnych dostarczających krew do płuc) i nadciśnienie. Może też pojawić się: erytrodystezja dłoniowo-podeszwowa (zespół ręka–stopa obejmujący wysypkę oraz drętwienie dłoni i podeszew stóp), biegunka, utrata apetytu, zmiana barwy włosów, osłabienie i inne. Mimo takiej mnogości działań niepożądanych uznano je za możliwe do kontrolowania i dopuszczalne ze względu na to, iż niewiele jest dostępnych innych możliwości leczenia zaawansowanego raka rdzeniastego tarczycy. Leczenie przy użyciu Cometriq prowadzone jest do momentu gdy pacjent przestaje odnosić korzyści z leczenia lub gdy działania niepożądane stają się zbyt ciężkie. Korzyści ze stosowania leku Cometriq mogą być mniejsze w przypadku pacjentów z nowotworem, w którym nie występuje mutacja genu zwanego genem „przebudowanym podczas transfekcji” /ang. re-arranged during transfection, RET/.
Jednym z podstawowych elementów oceny skuteczności zastosowanego leczenia w raku rdzeniastym tarczycy jest zbadanie stężenia kalcytoniny. Normalizacja podwyższonego przedoperacyjnie stężenia hormonu do wartości prawidłowych po przebytej operacji potwierdza jej radykalność. Utrzymywanie się wartości nieprawidłowych, pomimo makroskopowej i mikroskopowej radykalności zabiegu, przemawia za obecnością mikroognisk raka (najczęściej w węzłach chłonnych).
Monitorowanie chorych na RRT prowadzi się przez całe życie chorego i polega ono na wykonywaniu badań kontrolnych co 3 - 6 miesięcy w ciągu pierwszych 5 lat i co 6 miesięcy w okresie późniejszym. Badania kontrolne powinny obejmować:
- wywiad
- USG szyi
- RTG lub KT klatki piersiowej (raz w roku)
- badanie poziomu kalcytoniny i CEA.
Jeżeli podstawowe stężenie kalcytoniny jest prawidłowe to raz w roku powinna zostać wykonana próba wapniowa lub pentagastrynowa. W przypadku gdy wzrost stężenia kalcytoniny sugeruje istnienie ogniska nowotworowego, a nie jest ono widoczne w klasycznych badaniach obrazowych, wówczas zazwyczaj wykonuje się badanie PET. Należy mieć jednak świadomość, iż kalcytonina jest tak bardzo czułym markerem rozsiewu raka rdzeniastego tarczycy, że sygnalizuje obecność nawet tak niewielkich ognisk, które nie mogą być jeszcze wykrywalne w żadnym badaniu obrazowym. Dlatego nie należy się oburzać, że mając kalcytoninę na poziomie np. 120 pg/ml nie są wykonywane badania obrazowe (zgodnie z rekomendacjami polskimi z roku 2010 przy stężeniu Ct<150 pg/ml nie ma uzasadnienia dla wykonywania badań CT, MRI lub PET, gdyż nie są one w stanie wykryć ogniska).
Wzrost stężenia CEA przemawia za znacznym zaawansowaniem choroby.

UWAGA:
W odniesieniu do leczenia dziedzicznego raka rdzeniastego tarczycy pojawia się zagadnienie operacji profilaktycznych u bezobjawowych nosicieli mutacji protoonkogenu RET. Na dzień dzisiejszy w sytuacji gdy osoba zdrowa ma jednoznacznie potwierdzoną przez dwa niezależne ośrodki mutację genu RET, zalecane jest wykonanie profilaktycznego wycięcia całej tarczycy (niezależnie od zmian histopatologicznych w niej występujących).
Temat profilaktycznego wycinania tarczycy u osób zdrowych ze stwierdzoną obecnością mutacji protoonkogenu RET jest zagadnieniem względnie nowym i ciągle poznawanym. Okres przeprowadzanych obserwacji pacjentów poddanych operacjom profilaktycznym jest stosunkowo krótki (pierwsze doniesienia o profilaktycznych tyreoidektomiach pojawiły się w 1995r.) co nie pozwala na stawianie jednoznacznych tez. Niemniej jednak uważa się, iż operacje profilaktyczne stanowią lepsze zabezpieczenie przed rozwojem choroby nowotworowej niż stałe monitorowanie stężenia kalcytoniny we krwi. I w zasadzie już od samego początku stawiano raczej pytanie „Kiedy operować?”, a nie „Czy operować?” w przypadku stwierdzenia obecności mutacji. Należy bowiem pamiętać, iż ze względu na wieloogniskowy charakter RRT (jeśli jego rozwój ma podłoże genetyczne) istnieje ryzyko pojawienia się zmian przerzutowych niekiedy nawet w bardzo wczesnym wieku. I tu pojawiają się wśród pacjentów chyba największe wątpliwości, bo o ile zabieg profilaktyczny u osób dorosłych nie wzbudza bardzo wielkich emocji o tyle wycinanie dziecku (wydawać by się mogło zupełnie zdrowemu) narządu, który jest odpowiedzialny za prawidłowy rozwój tego małego człowieka, wydaje się niektórym osobom czymś irracjonalnym by nie napisać barbarzyńskim. Należy jednak w tym miejscu zaznaczyć, iż w razie wykrycia mutacji protoonkogenu RET prawdopodobieństwo wystąpienia choroby nowotworowej do 35-40 roku życia przekracza 95%, a u większości nosicieli nowotwór rozwinie się w 10-15 roku życia choć możliwy jest również jeszcze wcześniejszy jego rozwój. Ponadto należy pamiętać, iż dobre wyniki leczenia RRT (ponad 90% wyleczeń) można uzyskać tylko we wczesnym stadium choroby. Najskuteczniejsze są zabiegi wykonane na niezmienionym gruczole lub tylko z przerostem komórek C tarczycy. W związku z powyższym na dzień dzisiejszy zaleca się by w przypadku wykrycia nosicielstwa mutacji protoonkogenu RET wykonywać zabieg profilaktycznej tyreoidektomii u dzieci:
- w przypadku FMTC oraz zespołu MEN 2A w 5-6 roku życia (niektóre źródła mówią o 2 - 4 roku życia), w zależności od lokalizacji zmutowanego kodonu.
- w przypadku MEN 2B do 1 roku życia (mówi się nawet o 5 - 7 miesiącu życia dziecka)
Istotnym jest by zabieg profilaktycznego, całkowitego usunięcia tarczycy był wykonywany w wyspecjalizowanych ośrodkach, ryzyko powikłań pooperacyjnych w nich, nie przekracza 2% i nie jest uzależnione od wieku operowanych dzieci. Oczywiście trzeba uczciwie zaznaczyć, iż trwałe powikłania pooperacyjne zdarzają się i są to najczęściej niedoczynność przytarczyc lub jednostronne uszkodzenie nerwu krtaniowego wstecznego, a przeprowadzenie interwencji chirurgicznej nawet w fazie przedinwazyjnej nie gwarantuje 100% skuteczności wyleczenia RRT.
Po operacji konieczne jest dobrze monitorowane leczenie substytucyjne tyroksyną. Uważne kontrolowanie stężeń TSH i fT4 w pełni zapewnia eutyreozę (prawidłowe poziomy hormonów tarczycy) i gwarantuje prawidłowy rozwój dziecka, w związku z tym obawa przed skutkami braku tarczycy nie powinna być przyczyną odkładania operacji, której zaniechanie może doprowadzić do śmierci.

Bibliografia kliknij TUTAJ

Aktualizacja wpisu:
10 stycznia 2016

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rak rdzeniasty tarczycy - cz.1

Rak rdzeniasty tarczycy /łac. carcinoma medullare/ jest neuroendokrynnym nowotworem złośliwym, który powstaje z okołopęcherzykowych komórek C. Rak ten pod względem złośliwości i przebiegu klinicznego zajmuje miejsce pośrednie między zróżnicowanymi, a anaplastycznymi rakami tarczycy. Szerzy się w organizmie zarówno drogą chłonną, jak i krwionośną w związku z czym może przerzucać się do węzłów chłonnych, wątroby, kości i płuc.
U większości chorych pierwszym objawem RRT jest bezbolesny (zazwyczaj), stopniowo powiększający się guzek tarczycy. Dynamika wzrostu guza jest różna w zależności od konkretnego przypadku, zwykle jednak nie jest zbyt wysoka. U kilku, kilkunastu procent osób chorych na RRT występuje biegunka, która wiąże się z zaawansowaną postacią nowotworu, a wywoływana jest wydzielaniem przez guz czynnych biologicznie peptydów i amin. Przy znacznym zaawansowaniu miejscowym choroby pojawia się duszność, uczucie przeszkody przy połykaniu, a nawet zaburzenia połykania. Natomiast rozsianej postaci nowotworu mogą towarzyszyć: kaszel, powiększenie wątroby, szybka utrata wagi ciała oraz bolesność kośćca.
Wstępne rozpoznanie raka rdzeniastego tarczycy następuje na podstawie badania fizykalnego (wyczucia guza ręką), USG tarczycy, biopsji aspiracyjnej cienkoigłowej i badania poziomu kalcytoniny (Ct) we krwi. Kalcytonina jest markerem RRT czyli substancją produkowaną przez komórki nowotworowe, raka rdzeniastego tarczycy. Znaczny wzrost stężenia kalcytoniny obserwuje się w ponad 90% przypadków tego typu raka.
Potwierdzenie (lub zaprzeczenie) wstępnej diagnozy następuje po wykonaniu badania histopatologicznego materiału pooperacyjnego (czyli tego co zostało wycięte w trakcie operacji usunięcia tarczycy). 
Warto wiedzieć, iż w przypadku podejrzenia RRT, u każdego chorego przed tyreidektomią (usunięciem tarczycy) musi być przeprowadzona diagnostyka w kierunku guza chromochłonnego. W przypadku stwierdzenia obecności takiego guza należy, ze względu na niebezpieczeństwo przełomu nadciśnieniowego oraz innych powikłań, wykonać w pierwszej kolejności operacyjne usunięcie guza chromochłonnego, a dopiero później operację tarczycy.
Rak rdzeniasty tarczycy może występować w postaci sporadycznej lub dziedzicznej, której wystąpienie związane jest z obecnością mutacji protoonkogenu RET. Aby określić który to rodzaj raka musi zostać przeprowadzone badanie genetyczne krwi pacjenta oraz wywiad rodzinny. Trzeba  przy tym pamiętać, że każdy przypadek RRT (bez względu na wynik wywiadu rodzinnego) wymaga przeprowadzenia badania DNA pod kątem obecności mutacji protoonkogenu RET. Dodatkowym wskaźnikiem potwierdzającym (lub wykluczającym) dziedziczną postać nowotworu jest badanie immunohistochemiczne (IHC) materiału pooperacyjnego. 
W przypadku stwierdzenia postaci dziedzicznej (dodatni wynik badania DNA) raka rdzeniastego tarczycy, badaniom genetycznym krwi powinni zostać poddani najbliżsi członkowie rodziny osoby chorej (rodzice, rodzeństwo, dzieci) ponieważ ryzyko wystąpienia u nich choroby wynosi 50%. Wynik ujemny pełnego badania DNA wyklucza postać dziedziczną choroby z około 95% prawdopodobieństwem i w związku z tym w przypadku zdiagnozowania u pacjenta sporadycznej postaci RRT nie przeprowadza się badań genetycznych u członków jego rodziny.
Jeżeli dziedzicznemu RRT nie towarzyszą żadne inne (niż przy raku tarczycy) objawy, wówczas mówi się o rodzinnym raku rdzeniastym tarczycy /FMTC, ang. familial medullary thyroid carcinoma/. Częściej jednak dziedziczna postać RRT jest objawem zespołu gruczolakowatości wewnątrzwydzielniczej typu 2 /MEN 2,  ang. multiple endocrine neoplasia type 2/. 
W zależności od obrazu klinicznego wyróżnia się dwa podtypy MEN 2:
- MEN 2A (nazywany również zespołem Sipple'a), w którym obok raka rdzeniastego tarczycy mogą występować guzy chromochłonne nadnerczy (u około 50% chorych), a także gruczolaki lub nadczynność przytarczyc (u 15-25% chorych). W nietypowych (rzadkich) postaciach tego zespołu może się pojawić liszaj amyloidowy skóry lub choroba Hirschsprunga. Należy pamiętać, że Guzy chromochłonne nadnerczy charakteryzują się napadowym nadciśnieniem tętniczym, przebiegającym z tachykardią, może im towarzyszyć zblednięcie i nadmierne pocenie się, a nierozpoznany, zbyt późno rozpoznany lub nieprawidłowo leczony guz chromochłonny może być przyczyną nagłej śmierci i stanowi nawet większe zagrożenie dla życia chorego niż RRT, który w zespole MEN 2A może przebiegać mało agresywnie.
- MEN 2B, w którym obok raka rdzeniastego tarczycy (w tym zespole rozwijającego się już u małych dzieci i przebiegającego zwykle agresywnie) u około połowy chorych również mogą się pojawić guzy chromochłonne nadnerczy, nie występuje natomiast nadczynność przytarczyc. Cechą charakterystyczną dla osób dotkniętych tym zespołem są nerwiaki błon podśluzówkowych (np. języka, warg), a u części chorych stwierdza się też marfanoidalne cechy budowy ciała.
U dzieci osób chorych na MEN2A lub FMTC badania nosicielstwa mutacji RET należy przeprowadzić począwszy od ich 2-3 roku życia; koniecznie przed 5 rokiem życia. W przypadku MEN2B, badania należy wykonać przed ukończeniem pierwszego roku życia potomka osoby chorej, ponieważ w tym zespole zachorowania na inwazyjnego raka rdzeniastego tarczycy mogą wystąpić już przed ukończeniem 1 roku życia dziecka. Badania te są bezpieczne i mało inwazyjne, wykonuje się je z próbek krwi obwodowej.
Odróżnienie FMTC od zespołu MEN2A wymaga dłuższej obserwacji, ponieważ RRT ujawnia się najwcześniej, a guzy chromochłonne mogą się ujawnić dopiero po latach i niekoniecznie wystąpią u wszystkich członków rodziny, u których rozwinął się rak rdzeniasty tarczycy. Dlatego zazwyczaj przyjmuje się , że rozpoznanie prawdziwego rodzinnego RRT jest pewne dopiero wtedy, gdy w rodzinie występują już co najmniej 4 przypadki raka rdzeniastego tarczycy, którym nie towarzyszy ani guz chromochłonny ani nadczynność przytarczyc. Jeśli liczba chorych na RRT jest mniejsza od czterech, mówi się o postaci niesklasyfikowanej.

Bibliografia kliknij TUTAJ

piątek, 2 maja 2014

Leczenie jodem promieniotwórczym - cz. 2

Leczenie izotopem jodu w praktyce.
Jodowanie polega na doustnym podaniu pacjentowi promieniotwórczego izotopu jodu. Radiofarmaceutyk, ze względu na rozpad promieniotwórczy, musi zostać zaaplikowany choremu w ściśle określonym czasie (niewykorzystany w tym czasie zmarnuje się), a ponieważ dawka przygotowywana jest dla konkretnego pacjenta, istotnym jest aby pacjent stawił się na leczenie w umówionym terminie (lub z wyprzedzeniem poinformował o braku takiej możliwości). W niektórych ośrodkach dodatkowo wymagane jest by na miesiąc przed planowanym rozpoczęciem terapii potwierdzić telefoniczne, iż zgłosi się w wyznaczonym terminie na leczenie; w przeciwnym wypadku pacjent  zostaje wykreślony z listy osób mających zostać poddanych leczeniu w tym terminie.
Terapia izotopowa przeprowadzana jest w oparciu o pewne zasady ogólne, jednak w zależności od ośrodka, jej przebieg może się różnić w szczegółach. Dlatego, aby uniknąć nieprzewidzianych sytuacji, należy w konkretnym ośrodku, który będzie przeprowadzał leczenie, uzyskać komplet informacji na temat przebiegu leczenia: co należy zabrać ze sobą, ile orientacyjnie będzie trwać pobyt w szpitalu, czy w dniu zgłoszenia na leczenie zostanie się od razu przyjętym do szpitala, czy też część procedur (np. badanie jodochwytności) będzie przeprowadzana w trybie ambulatoryjnym.
W wyznaczonym terminie należy stawić się w szpitalu (zazwyczaj na izbie przyjęć), skąd jest się kierowanym na odpowiedni oddział. Na wstępie wykonywane są badania krwi, a w przypadku kobiet również test ciążowy. W dalszej kolejności, jeżeli zachodzi taka potrzeba, są przeprowadzane badania dodatkowe. Osoby, które nie miały zaleconej minimum miesięcznej przerwy w przyjmowaniu L-tyroksyny, zanim otrzymają jod radioaktywny, przez dwa kolejne dni mają podawaną a-tyreotropinę w zastrzyku domięśniowym. Kolejnym etapem jest zaaplikowanie pacjentowi niewielkiej dawki jodu celem zbadania jodochwytności. Gdy wszystkie badania i procedury przygotowujące zostaną przeprowadzone, pacjent zostaje umieszczony  na Oddziale Terapii Izotopowej, który jest oddziałem zamkniętym. Od tej reguły nie ma wyjątku, terapia izotopowa zawsze przeprowadzana jest na oddziale zamkniętym. Przechodząc na oddział zamknięty pacjent zabiera ze sobą w torbie foliowej (reklamówce) tylko niezbędne rzeczy. Pozostałe deponuje w szatni, pamiętając o tym, iż wszystko co będzie miał przy sobie w trakcie pobytu na Oddziale Terapii Izotopowej, musi pozostawić do utylizacji opuszczając ten oddział. Postępowanie takie wynika z faktu, iż każda rzecz wniesiona na Oddział Terapii Izotopowej, może ulec skażeniu, a tym samym w pełni bezpieczne jej użytkowanie będzie możliwe dopiero po całkowitym rozpadzie izotopu, co może trwać nawet kilka miesięcy.
Jod podawany jest doustnie, pod postacią kapsułki. Radiofarmaceutyk przyjmuje się na czczo, a po połknięciu go nie można jeść jeszcze przez 3 godziny. Po przyjęciu leczniczej dawki jodu-131 pacjent zostaje zamknięty w izolatce, której nie może opuszczać aż do dnia wypisu. Drzwi izolatki muszą pozostawać zamknięte, a pacjent komunikuje się z personelem oddziału za pomocą interkomu (bezpośredni kontakt jest ograniczony do niezbędnego minimum). Izolatka to zazwyczaj jedno lub dwuosobowy pokój z łazienką. Ale uwaga! W większości ośrodków codziennie korzystać można tylko z umywalki natomiast prysznic jest uruchamiany dopiero w ostatnim dniu pobytu, aby pacjent mógł się dokładnie umyć przed scyntygrafią. Kąpiel przed tym badaniem powinna być przeprowadzona jak najdokładniej, aby zmyć z ciała i włosów substancję radioaktywną, która przedostała się tam wraz z potem, gdyż jej ewentualna obecność będzie miała negatywny wpływ na wynik scyntygrafii (może dać wynik fałszywie dodatni). Po kąpieli należy założyć czyste ubranie oraz pilnować aby nie położyć się już do łóżka.
W trakcie pobytu w izolatce każdy pacjent ma mierzony poziom promieniowania radioaktywnego, a opuścić ją może w dniu, w którym promieniowanie spadnie do odpowiedniego poziomu (będzie wynosiło nie więcej niż 20 μSv), co zwykle następuje w 3-4 dniu od podania dawki leczniczej jodu-131.
Do karty informacyjnej z pobytu w szpitalu (tzw. wypisu) pacjent otrzymuje kartę zaleceń, informującą jak powinien postępować po leczeniu jodem radioaktywnym. Szczegółowe wytyczne (np. czas separacji od małych dzieci i kobiet w ciąży) są dostosowywane dla każdego pacjenta indywidualnie i uzależnione od dawki jodu leczniczego jaką przyjął oraz od poziomu promieniowania jaki pacjent miał w dniu wypisu.

Co zabrać ze sobą do izolatki:
- okulary (jeśli pacjent ich używa )
- glukometr (jeśli pacjent choruje na cukrzycę i musi kontrolować sobie poziom glukozy)
- wodę mineralną, napoje (oraz herbatę, kawę, cukier itp. jeżeli w izolatce dostępny jest czajnik)
-kwaśne cukierki do ssania, landrynki, guma do żucia, cytryna (aby pobudzać ślinianki do pracy, a tym samym zmniejszyć ryzyko wystąpienia ich obrzęku)
- żywność (jeżeli pacjent przewiduje, iż ta oferowana w szpitalu nie będzie mu wystarczać)
- środki higieny osobistej (w ograniczonych ilościach, ponieważ niewykorzystane muszą zostać wyrzucone w momencie opuszczania izolatki; praktycznym rozwiązaniem jest zabranie szamponu i mydła w tzw. jednorazówkach)
- chusteczki nawilżane (pomagają się odświeżyć w przypadku ograniczonego dostępu do prysznica)
- 2 ręczniki (jeden do używania na co dzień, drugi do wytarcia ciała po kąpieli przed scyntygrafią)
- kapcie (klapki)
- bielizna osobista
- piżama
- w zależności od pory roku można zabrać dodatkowo stary dres lub spodenki i koszulę
- telefon komórkowy (pod warunkiem zapakowania go w szczelny woreczek foliowy, który zapobiegnie przedostaniu się jodu-131 wraz z potem do obudowy, a tym samym jego skażeniu na dłuższy czas)
Generalnie rzeczy, które zabiera się do izolatki należy brać w jak najmniejszej ilości i niekoniecznie najwyższej jakości, gdyż w momencie opuszczania izolatki wszystkie będą musiały zostać wyrzucone do przeznaczonych do tego celu pojemników, skąd trafią do utylizacji (nie dotyczy to okularów, glukometru i zabezpieczonego telefonu komórkowego, które można ze sobą zabrać z powrotem do domu). Są ośrodki, w których w trakcie przebywania w izolatce można również mieć przy sobie (i później zabrać do domu) inne przedmioty np. książki, laptop, a jedynie ubrania z których się korzystało trzeba wyrzucić, jednak mając na uwadze ochronę radiologiczną warto się, moim zdaniem, zmobilizować i wytrzymać te kilka dni z dostępem do świata ograniczonym do telefonu komórkowego (względnie tableta) zabezpieczonego woreczkiem foliowym.

Skutki uboczne mogące wystąpić po zażyciu radiojodu.
Lecznicza dawka jodu promieniotwórczego u części pacjentów może powodować powikłania, które z reguły mają przemijający, niegroźny charakter. Najczęściej występującym powikłaniem jest popromienne zapalenie ślinianek, które objawia się ich bólem oraz powiększeniem (objawy przypominają świnkę). W bardzo rzadkich przypadkach zapalenie ślinianek może prowadzić do trwałego ich uszkodzenia (zwłóknienia) i wynikającej z tego suchości jamy ustnej. Aby zminimalizować ryzyko powstania zapalenia ślinianek sugeruje się pacjentom ssanie kwaśnych cukierków, żucie gumy i picie wody z cytryną. Takie działania pobudzają ślinianki do pracy i chronią je przed nadmiernym gromadzeniem się w nich jodu promieniotwórczego.
Niektórzy pacjenci po podaniu jodu 131 odczuwają:
- posmak metalu w ustach
- mdłości
- brak łaknienia
- ból żołądka
- ból głowy
- ciepło w szyi lub całym ciele (pacjenci mówią o tym odczuciu: "tak jakby ciało było podgrzewane od środka")
Mogą też pojawić się:
- obrzęk szyi
- zmiany w składzie morfologicznym krwi
- zapalenie błony śluzowej żołądka (gastritis)
- przejściowa utrata smaku
Wszystkie objawy powodujące niepokój, pacjent powinien natychmiast zgłaszać personelowi medycznemu, aby mogły zostać podjęte działania mające na celu złagodzenie dolegliwości. Szybka reakcja na pojawiające się problemy nie tylko zwiększa komfort leczenia lecz również pomaga zapobiegać powstawaniu powikłań odległych.

Informacje o zagrożeniach związanych z terapią izotopową oraz zalecania postępowania po zakończeniu terapii.

Podany jod radioaktywny gromadzi się w ciele pacjenta i dlatego przez pewien czas pacjent pozostaje źródłem promieniowania jonizującego. Jod (zarówno naturalny, jak i promieniotwórczy) gromadzi się w tarczycy, gdzie przebywa pewien czas, podlegając normalnym procesom biochemicznym. W przypadku jodu radioaktywnego eliminacja biochemiczna nakłada się z eliminacją fizyczną, spowodowaną rozpadem promieniotwórczym jodu-131 (czas połowicznego zaniku jodu-131 wynosi 8,02 dnia), w wyniku czego  tak zwany efektywny czas połowicznego zaniku jodu-131 w tarczycy jest krótszy, niż 8 dni i waha się w granicach 4-7 dni. Średni zasięg promieniowania β jodu-131 w tkankach człowieka wynosi około 0,5 mm (max. 2 mm). Oznacza to, że gromadzące jod fragmenty gruczołu tarczowego oraz przerzuty raka tarczycy, otrzymują bardzo wysoką dawkę promieniowania, podczas gdy tkanki oddalone od nich na odległość 0,5-2 mm nie zostaną przez cząstki β napromienione w ogóle. Jądro atomu jodu-131 wysyła również (na odległość paru metrów) kwanty promieniowania γ w wyniku czego narządy położone daleko od tarczycy, jak również osoby przebywające przez dłuższy czas w niewielkiej odległości od pacjenta, otrzymują niewielką dawkę tego promieniowania. Dawka ta jest bardzo mała (dziesiątki - setki tysięcy razy mniejsza) w porównaniu z dawką osiągniętą w tkance docelowej (tarczycy, przerzutach raka) i  nie ma większego wpływu na zdrowie  kontaktujących się z pacjentem osób dorosłych, trzeba jednak pamiętać, że nawet niewielkie promieniowanie może być szkodliwe dla kobiet w ciąży i małych dzieci. Dlatego bezpośrednio po zakończeniu leczenia jodem radioaktywnym należy przestrzegać zaleceń mających na celu ograniczenie ryzyka napromieniowania domowników i osób stykających się z chorym.
UWAGA! Warto pamiętać, iż promieniowanie γ jodu-131, spełnia również pozytywną rolę. To właśnie dzięki niemu możliwe jest wykonanie scyntygrafii, czyli badania obrazującego obszary gromadzenia się jodu w ciele pacjenta i lokalizacja ewentualnych przerzutów.

Ogólne zasady postępowania po leczeniu izotopem jodu.
1. Należy unikać kontaktów z osobami do lat 18 i kobietami w ciąży przez czas określony w karcie informacyjnej (na ogół 2-3 tyg. po leczeniu). Szczególnie wrażliwe na promieniowanie są dzieci do lat 10 i kobiety w ciąży (a tak właściwe maleństwa rozwijające się pod ich sercem). Nie jest natomiast konieczne unikanie kontaktu z osobami dorosłymi, należy jednak starać się zachowywać od nich odległość minimum dwóch metrów  pamiętając, że działanie promieniowania jonizującego maleje „do kwadratu” z odległością, tzn. odległość 2 razy większa to dawka promieniowania 4 razy mniejsza, odległość 4 razy większa to 16 razy mniejsza dawka. Zaleca się też spać w innym pomieszczeniu niż pozostali domownicy. Jeżeli chory zamieszkuje w budynku wielorodzinnym, powinien pamiętać, iż zachowanie odstępu od innych osób dotyczy także mieszkańców innego mieszkania - sąsiadów przez ścianę, zwłaszcza dzieci.
Osoby, które kontaktują się z chorym nie przenoszą promieniowania na inne osoby (pod warunkiem, że nie będą miały kontaktu z wydzielinami pacjenta).
Unikanie kontaktów z dziećmi i kobietami w ciąży oznacza stałe przebywanie w oddzielnym pomieszczeniu, przy czym dopuszczalny jest krótkotrwały (kilkuminutowy kontakt) jednak na odległość nie mniejszą niż 1 metr; NIEDOPUSZCZALNYM jest trzymanie dzieci na kolanach, ani ich przytulanie! :-( Przykładem sytuacji, której należy unikać nawet przez okres  2 – 3 miesięcy jest czytanie bajek dziecku siedzącemu na kolanach  albo spanie z małym dzieckiem w jednym łóżku, tj. sytuacji  w których ciało dziecka kontaktuje się przez długi okres czasu z szyją osoby po jodowaniu.
2. W okresie objętym kwarantanną osoba po terapii radioizotopowej powinna przebywać głównie w domu; nie może mieszkać w hotelu, internacie itp. Pomieszczenie w którym przebywa nie zostaje przez nią napromieniowane, o ile nie dojdzie do trwałych zabrudzeń wydzielinami pacjenta - wszystkie wydzieliny ciała: łzy, pot, mocz, kał, ślina, sperma, katar, mogą zawierać izotop promieniotwórczy. W przypadku nietrzymania moczu należy podłożyć, na czas odpoczynku nocnego, pod prześcieradło nienasiąkliwy materiał (folię, ceratę). Jeżeli dojdzie do zabrudzenia, zanieczyszczone miejsce należy dokładnie umyć i spłukać. Należy też szybko pozbywać się ewentualnie używanych chusteczek do nosa.
3. Pacjent może wychodzić na spacery, zakupy itp. pamiętając o unikaniu bliskiego kontaktu z małymi dziećmi i kobietami w ciąży. Równocześnie zaleca się ograniczyć kontakty towarzyskie i unikać długiego przebywania w miejscach publicznych  takich jak: kino, teatr, kościół. Jeśli w miejscu pracy leczony musi przebywać dłuższy czas z tymi samymi osobami w bezpośredniej bliskości, wskazane jest udzielenie leczonemu zwolnienia z pracy zawodowej ( zazwyczaj na okres 2 tygodni).
4. Jeżeli jest to konieczne, pacjent może przygotowywać dla innych osób posiłki pod warunkiem wcześniejszego, dokładnego umycia rąk. Zaleca się jednak unikać przygotowywania jedzenia dla innych osób w pierwszym tygodniu po powrocie do domu.
5. Zaleca się również:
- pić dużo wody
- często myć ręce (używać mydła z dozownikiem, nie kostki)
- codziennie brać prysznic całego ciała (razem z myciem włosów)
- po wszystkich zabiegach higieny osobistej dokładne myć po sobie urządzenia sanitarne i spłukiwać je dużą ilością wody (nie zaleca się jednak mycia sanitariatów szmatą/gąbką/szczotką, gdyż izotop jodu znajdujący się w wydzielinach pacjenta może pozostać na tych przedmiotach)
- przestrzegać zasady używania własnych przedmiotów użytku osobistego (kubek do mycia zębów, ręczniki itp.)
- używać osobnego zestawu sztućców i naczyń oraz myć je oddzielnie od naczyń innych osób
- ubrania, bieliznę, ręczniki oraz pościel prać oddzielnie, płucząc w dużej ilości wody (rzeczy używane należy  przechowywać w oddzielnym pojemniku, a pranie wykonywać często)
6. Przez 12 miesięcy po leczeniu jodem promieniotwórczym wskazana jest skuteczna antykoncepcja; zabezpieczenie dotyczy obu płci.
7. W przypadku konieczności hospitalizacji w okresie kwarantanny pacjent jest w obowiązku poinformować lekarza o przebytym leczeniu radioizotopowym .

Przy stosowaniu się do powyższych zasad, leczenie raka tarczycy jodem radioaktywnym jest bezpieczne dla chorego i otoczenia!

Bibliografia kliknij TUTAJ